Chcesz spojrzeć na Słowiańszczyznę z zupełnie innej perspektywy? Sięgnij po książkę "Córki bogini Mokosz", w której na pierwszy plan wysuwają się pełne bólu koleje losu piątki rodzeństwa.
Tomiła umiera przy porodzie, osieracając czwórkę dzieci oraz nowo narodzoną niewidomą dziewczynkę. Rodzeństwo traci nie tylko matkę, ale i poczucie bezpieczeństwa i bycia kochanym.
Obowiązek opieki nad Łabudką spada na starsze dzieci kobiety. Siostry i bracia przekazują małej wartości, jakimi kierowała się ich rodzicielka. Nie jest to łatwe zadanie, gdyż muszą zmagać się z ojcem, który nadużywa alkoholu, namiętnie gra w kości i nie stroni od przemocy.
Wkrótce okrutny los rozdziela rodzeństwo. Ojciec sprzedaje jedną z córek staruchowi, by spłacić swoje długi, a najstarszą Wszeborę oddaje na służbę dla bogini Mokosz.
Każde z dzieci Tomiły na co dzień stawia czoło ogromnemu cierpieniu, trwodze i śmierci. Tylko nadzieja trzyma ich przy życiu. Czy kiedykolwiek będzie im dane znów się zjednoczyć?
Fragment książki
Niebo rozdarł głośny grzmot, a za chwilę blask pioruna oświetlił gęsty las i jasne światło wdarło się w korony powykręcanych brzóz. Wiatr, zanurzając się w listowiu, łapczywie chwytał za konary i szarpał nimi raz na prawo, raz na lewo, jakby chciał wyrwać drzewa z korzeniami. Jasność spływała w dół, wnikała w szorstką korę i drążyła głębokie tunele, aby zajrzeć w długie korytarze korników. Silny podmuch potrząsał zaciekle gałęziami, zrywał pojedyncze liście i podrywał je w powietrze, a następnie zabierał w daleką drogę i gnał wzdłuż wzburzonej rzeki. Ciężkie, ołowiane chmury leniwie sunęły i mrucząc głośno, ocierały się o siebie, przez co wprawiały ziemię w drżenie. Natomiast strugi deszczu spływały i tworzyły głębokie kałuże, wypełnione lepkim błotem.
Połyskliwe smugi pioruna rozszarpywały czerń nocy i malowały tajemniczą mapę, na której tle majaczyło domostwo. Liczne krople wdzierały się do środka starej chatki przez podgniłą strzechę, a krzyk nasycony bólem przenikał na zewnątrz, aby pognać samotnie w mrok. Błądząc po omacku, wił się między wystającymi korzeniami, głaskał nasączony wodą mech i owijał się wokół smukłych topoli. Rozochocony zabawą muskał szarą korę i trącał wysokie źdźbła trawy, które wprawione w ruch drżały. W końcu dotarł do dwóch sylwetek, które majaczyły w strugach deszczu. Otulone powłóczystymi płaszczami, wysunęły się z głębi lasu i skulone brodziły w kałużach, aby przemknąć przez nieosłonięte podwórze. Powstrzymywane silnymi podmuchami, walczyły o każdy kolejny krok, zmuszone do wyrywania stóp z błotnistej mazi. Wreszcie dotarły pod dach i z ulgą strąciły wodę z ubrań.
Drzwi rozwarły się raptownie z głośnym skrzypnięciem i silny powiew wiatru wdarł się do środka. Na obficie zmoczonym progu rozlały się duże kałuże wody i spłynęły po sosnowych deskach podłogi. Na widok przybyłych ludzi zza pieca buchającego ciepłem od płonącego drewna wychyliły się nieśmiało przelęknione dwie dziewczynki. Otarły zapłakane twarzyczki i wtuliły się w przemoczone ubranie wysokiego młodzieńca. Bolemir pochylił się nad nimi, a zimne krople spłynęły z jasnych włosów wprost na główki sióstr. Następnie popłynęły po szczupłych policzkach i zmieszały się ze słonymi łzami. Młodzieniec, czule głaszcząc, szeptał zapewnienia, że wraz z końcem burzy o świcie wzejdzie słońce i osuszy mokrą ziemię. Dziewczynki, uspokojone jego opanowanym głosem, dojrzały z tyłu pogarbioną kobiecinę, która zdjęła przemoczoną pelerynę i ukazała twarz, wcześniej skrytą w cieniu kaptura. Zimny dreszcz przeszedł po plecach dziewczynek na widok pomarszczonego i suchego oblicza okolonego długimi pasmami siwych włosów.
Starucha, wsparta na sękatym kosturze, w dłoni ściskała mały tobołek wypełniony ziołami i różnymi specyfikami. Bacznym spojrzeniem omiotła kuchnię i niecierpliwie zaczęła dopytywać o rodzącą kobietę. W odpowiedzi posłyszała rozdzierający krzyk. Nie zważając na słowa młodzieńców, odepchnęła ich na bok i przedarła się do obskurnej izdebki, skrytej za zasłonką z poplamionego materiału. W półmroku dojrzała wychudzoną kobietę. Rodząca wiła się na posłaniu umoszczonym świeżą słomą, która wystawała spod lnianego prześcieradła. Jej pociągła, blada niczym płótno twarz pokryta była błyszczącą warstwą potu. Czarne włosy opadały w nieładzie na ramiona i przyklejały się do wilgotnego karku. Niegdyś biała koszula teraz była postrzępiona na brzegach i lekko pożółkła, a w wielu miejscach nosiła ślady starannego cerowania.Tomiła, bo tak było jej na imię, leżała skulona pod wełnianym kocem w kratę i ciężko oddychając, wyczekiwała z lękiem na kolejny bolesny skurcz. Duże, podkrążone, wręcz sine od wysiłku oczy błagalnie wpatrywały się w staruszkę. Nim zdołała wydusić ledwie słyszalne słowa przez spierzchnięte wargi, silny ból przeszył jej łono. Rozdarł je na kawałeczki. Ciepła krew spłynęła i oblepiła uda, a w odpowiedzi na głośny jęk dało się słyszeć cichy szloch przerażonych dziewczynek.
Starucha nakazała zagotować wody, a sama przystąpiła do rodzącej. Pomacała brzuch przez cienką koszulę kościstymi, wykręconymi od reumatyzmu palcami i wyczuła główkę dziecka tuż pod żebrami. Zrobiła kwaśną miną i zaczęła mamrotać pod nosem, gdy stwierdziła, że niemowlę jest źle ułożone, a czasu zbyt mało, żeby zdołała obrócić płód. Wsadziła dłoń między nogi kobiety i pokręciła głową z niezadowoleniem. Było pełne rozwarcie i dobrze wiedziała, że kobieta zaraz zacznie przeć.
– Dziecko pcha się na świat – dodała, a strach zajrzał w bursztynowe oczy Tomiły. – Czemu tak późno po mnie posłaliście? – zwróciła się do najstarszego młodzieńca, chwyciła go mocno za ramię i odciągnęła na bok, aby rodząca nie słyszała ich głosów. Bolemir dobrze pamiętał, jak matka przed trzema laty omal nie podzieliła losu nowo narodzonego syna i nie zmarła. Starucha już wtedy ostrzegała przed kolejnym porodem.
– Głupiec z twego ojca – syczała zielarka – skoro nie potrafi zapanować nad sobą. Ostrzegałam, że siódme dziecko ją zabije. – Słowa zawirowały w powietrzu i niczym lodowate ostrze przeszyły serce młodzieńca.
Przerażony chłopak mimowolnie zerknął na siostrzyczki, które tuliły się do siebie w kącie. „Przecież to jeszcze dzieci – pomyślał. – Wszebora niedawno skończyła dziesiątą wiosnę, młodsza o trzy lata Nawoja nieraz jeszcze wzywa mamę przez sen, a za dnia nie odstępuje jej na krok. Jak sobie poradzą? A my? – pomyślał o sobie i młodszym bracie. – Nosa nie wystawialiśmy poza Leszygród, a Zaginiony Świat jest tak duży”. Zląkł się własnych myśli. Przełknął ciężko gulę, która utkwiła w gardle.
– Błagam! – Złapał dłoń kobieciny i poczuł pod palcami pomarszczoną oraz cienką jak pergamin skórę. – Zrób wszystko, co w twej mocy, aby matkę wyrwać z objęć Śmiercichy, a obiecuję, że otrzymasz należną zapłatę.
– Tak jak ostatnio? – żachnęła się, gdy przywołała we wspomnieniach noc sprzed trzech wiosen. Spędziła wtedy wiele godzin przy rodzącej, żeby uratować jej życie, i nawet miedziaka nie otrzymała w podzięce. Pijany Wyszomir, gdy wrócił do domu, nie przejął się losem ostatniego dziecka, któremu bogowie poskąpili łaski życia, a rodzanice uwiły tak krótką nić, że nawet nie starczyła do wschodu słońca. Stwierdził, że skoro syn zmarł, nie ma potrzeby płacić, gdyż ona nie zna się na swoim fachu.
– Teraz tak nie będzie – obiecywał gorączkowo chłopak, lecz kobiecina zmarszczyła nos, machnęła tylko ręką i podeszła do leżącej na posłaniu Tomiły.
O autorce
Elwira Dresler-Janik to polska pisarka zafascynowana tematyką kultury słowiańskiej. W 2024 r. wydała debiutancką powieść "Córki bogini Mokosz", która jest pierwszym tomem cyklu "Leszygród".
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii fantasy lub z serii Leszygród
Czy książka Córki bogini Mokosz. Leszygród. Tom 1 to mroczna opowieść?
Tak, powieść jest mrocznym fantasy osadzonym w surowych realiach wierzeń dawnych Słowian. Historia od pierwszych stron buduje gęstą atmosferę niepokoju, wprowadzając motywy walki z przeznaczeniem i złowrogimi siłami natury. Czytelnik znajdzie tu świat pełen niebezpiecznych demonów, takich jak topielice czy uosobienie zgonu zwane Śmiercichą. To idealna lektura dla osób szukających w literaturze klimatu grozy i autentycznego słowiańskiego folkloru.
Jakie konkretne istoty z mitologii słowiańskiej spotkamy w trakcie lektury?
W fabule kluczową rolę odgrywają topielice, kapłanki bogini Mokosz oraz mroczna postać Śmiercichy. Autorka precyzyjnie kreśli świat, w którym mityczne stworzenia są realnym zagrożeniem dla mieszkańców osady. Spotkasz tu również plemię wojowniczek z Szepczącego Lasu oraz postacie obdarzone nadnaturalnymi zdolnościami. Każda z tych istot jest przedstawiona zgodnie z duchem ludowych podań, co wzmacnia autentyczność wykreowanego świata.
Czy fabuła koncentruje się bardziej na akcji, czy na relacjach bohaterów?
Powieść kładzie bardzo silny nacisk na emocjonalne więzi między rodzeństwem oraz ich wspólną walkę o przetrwanie. Centralnym motywem jest próba ocalenia siostry sprzedanej na służbę, co napędza działania wszystkich postaci. Choć w książce nie brakuje magii i nadnaturalnych zagrożeń, to właśnie psychologia postaci i ich lojalność stanowią fundament historii. Jest to propozycja dla czytelników ceniących głębokie, wielowymiarowe portrety bohaterów uwikłanych w rodzinne tragedie.
Jakim stylem i językiem napisana jest ta słowiańska historia?
Książka charakteryzuje się plastycznym, nastrojowym językiem, który sugestywnie oddaje klimat mitycznego Leszygrodu. Autorka stosuje bogate opisy przyrody i zjawisk pogodowych, które budują specyficzny nastrój bez nadmiernego komplikowania tekstu. Narracja jest płynna i przystępna, co pozwala na szybkie zanurzenie się w opowieści nawet osobom rzadziej sięgającym po fantasy. Stylistyka utworu skutecznie łączy brutalność świata przedstawionego z niemal baśniową aurą tajemnicy.
Dla jakiej grupy odbiorców ta powieść może być zbyt trudna?
Książka nie jest odpowiednia dla osób unikających w literaturze opisów przemocy domowej, cierpienia dzieci oraz traumatycznych wydarzeń rodzinnych. Fabuła porusza ciężkie tematy, takie jak alkoholizm ojca, śmierć matki przy porodzie oraz brutalne traktowanie podwładnych przez żerców. Nie jest to lekkie, przygodowe fantasy, lecz surowa i momentami bolesna relacja o życiu w bezwzględnym świecie. Czytelnicy szukający wyłącznie optymistycznej rozrywki mogą poczuć się przytłoczeni ciężarem emocjonalnym tej historii.

