*
Trzeba pamiętać, że Czechowicz był tak zwanym elegantem. Dbał o wygląd, fryzurę, styl. Wywodził się z suteryny, a więc pietyzm wobec własnego wyglądu, ale też niezwykłe dążenie do przekroczenia granic swojego pochodzenia, jakoś go – na przekór – definiowały. To całkiem zrozumiałe, a jednocześnie zdumiewające. Jak człowiek bez wykształcenia i znikąd mógł nie tylko świetnie wyglądać, ale jako pierwszy tłumaczyć na polski Joyce`a czy Eliota, pisać po francusku i rosyjsku, czytać biegle po niemiecku? Musiał odczuwać dość gruntowną potrzebę stylizacji, jakby jej korzenie tkwiły w samej tożsamości.
Elegant Czechowicz chciał więc być wszystkim: pejzażystą, lirykiem, minimalistą teatralnym, germańskim mitologiem, prozaikiem. Antycypował straceńcze pragnienie Czesława Miłosza: tworzył formę tak pojemną, aby zmieściła wszystko. Kochał swoje stylizacje katastrofisty, pejzażysty, futurysty, modernisty, kabalisty, liryka. Zanurzenia w odrębne style były dlań jak transy egzystencjalistów czy egzorcystów, tyle że na opak – prowadziły nie w głąb, ale na powierzchnię. Odkrywały głębię powierzchni,
na przekór powierzchownej głębi.
*
Czechowicz przepowiadał swoją śmierć. Wieszczył ją. Śniła mu się, relacjonował te sny znajomym. I zginął tak, jak sądził – tragicznie, w wyniku wybuchu bomby, która uderzyła w zakład fryzjerski, gdzie na początku września 1939 roku golił się po podróży z Warszawy do Lublina. Jak wiemy, przywiązywał dużą wagę do wyglądu i świeżości. Nawet bombardowania w czasie wojny nie odwodziły go od dbałości o powierzchowność (powierzchnię). Na stercie szczątków i gruzu znaleziono czerwony słownik polskoangielski, z którym nigdy się nie rozstawał. Tak go zidentyfikowano. Los jeszcze raz chciał go uczynić bezimiennym i wepchnąć do suteryny. Słownik się temu sprzeciwił.
"
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii literaturoznawstwo

