Nigdzie to opowieść o usilnym poszukiwaniu własnego języka, dziedzictwa i tożsamości. Bohaterka powieści ma trop: gdy była dzieckiem, wychowujący ją dziadek robił z jej włosów pędzle i sprzedawał lokalnym artystom. Jako dorosła kobieta wraca do rodzinnego miasteczka, by odnaleźć obrazy namalowane jej włosami - być może jedyne namacalne dowody swojego istnienia. Tylko czy faktycznie można odnaleźć siebie, zanurzając się w przeszłość? Gdzie szukać swoich korzeni – w miejscach, w ludziach, a może w przedmiotach? „Nigdzie” eksploruje relację między tożsamością, językiem i pamięcią, podążając wraz z bohaterką śladami wydarzeń z przeszłości i wspomnień, którym nie zawsze można ufać.
Fragment książki
Pisać nauczył mnie Norwid. Siadał do mnie plecami, rozwalony na skrzypiącym krześle, z głową odchyloną do tyłu, z przymkniętymi oczami. Oddech miał rwany, jakby zapominał wciągnąć lub wypuścić powietrze, na przemian nurkował i wynurzał się na powierzchnię. Nigdy nie stawał koło mnie, nie zaglądał mi przez ramię. Zawsze siedział do mnie tyłem. Bujał się na nogach krzesła. Czasem balansował na jednej; trochę znużony, trochę zdrożony. Słyszałam, jak z długiego, wystrzępionego płaszcza kapie mu topniejący śnieg. Zdawało się, że wrócił z dalekiej podróży, że dopiero co przebijał się do mnie przez jakąś surową krainę w dziurawych butach, ale już szykował się w duchu, by ruszyć jeszcze dalej, jeszcze wolniej. Odwracałam się znienacka, by go zaskoczyć i zobaczyć, ale zawsze był tylko powidokiem, obrazem w kąciku oka. Na krześle zamiast niego siedział mój dziadek – równie zmęczony i cichy. Drzemał z otwartymi szeroko ustami, co jakiś czas krztusząc się własną śliną. W łazience miarowo kapała woda z kranu. Pisałam wiecznym piórem, starym i za ciężkim na moją sześcioletnią dłoń. Chwytałam je jak łopatę, jak widły, jakbym miała gnój nim przerzucać, a nie przepisywać Norwida. To była ulubiona metoda dziadka: kładł przede mną zeszyt, nad zeszytem zbiór wierszy Norwida i kazał kopiować. Ino żydów nie rób, przypominał, bo papieru szkoda. Ale moja mała dłoń z widłami raz po raz dociskała stalówkę za mocno, za krzywo, za nie tak, a na szarawej kartce o zapachu dymu rozlewała się niebieska kałuża. Za pierwszym razem w panice próbowałam zetrzeć kleksa i rozmazałam go na całą stronę, a jeszcze rękę zabarwiłam, jak mi się wydawało, na stałe. Ryknęłam płaczem – a ryczałam jak szczekaczka na przydrożnym słupie, bardziej krzycząc, niż płacząc. Dziadek kucnął koło mnie, pogładził po głowie. Cichaj, powiedział, cichaj. Nie płakuniaj, nie trza, już nie trza. Dłoń miał szorstką, moje włosy wczepiały się w jego skórę, jakby głaskał mnie szczotką ryżową. Wtedy przestawał zawstydzony, nie chcąc wyrywać mi włosów, i patrzył na mnie dziwnie wklęsłymi oczami.
O autorce
MAŁGORZATA BORYCZKA - ur. w 1989 r., tłumaczka języków germańskich, autorka zbioru opowiadań O perspektywach rozwoju małych miasteczek (Nisza 2021). Stypendystka m.st. Warszawy. Lubi koty i smutne filmy. Mieszka gdzie popadnie.
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii literatura piękna polska
W jakim klimacie utrzymana jest powieść "Nigdzie"?
Książka "Nigdzie" to melancholijna i oniryczna opowieść o bolesnym powrocie do korzeni. Narracja przesiąknięta jest poczuciem wyobcowania oraz trudną próbą rekonstrukcji własnej tożsamości poprzez wspomnienia. Autorka buduje gęstą atmosferę małego miasteczka, w którym przeszłość miesza się z teraźniejszością w sposób nieoczywisty. Jest to lektura skłaniająca do głębokiej refleksji nad tym, jak bardzo nasze dzieciństwo definiuje dorosłe życie. To pozycja dla czytelników ceniących nastrojową literaturę piękną.
Czy styl pisania Małgorzaty Boryczki jest wymagający dla czytelnika?
Powieść charakteryzuje się kunsztownym, literackim językiem z wyraźnymi nawiązaniami do twórczości Cypriana Kamila Norwida. Autorka posługuje się frazą, która wymaga od odbiorcy skupienia i wrażliwości na detale oraz metafory. Konstrukcja zdań odzwierciedla rwaną pamięć bohaterki, co nadaje tekstowi unikalny, niemal poetycki rytm. To proza artystyczna, która stawia na wysoką jakość słowa i głębię psychologiczną postaci. Lektura wymaga pełnego zaangażowania intelektualnego podczas czytania.
Jakie konkretne motywy tożsamościowe odnajdziemy w tej historii?
Głównym motywem jest poszukiwanie namacalnych dowodów własnego istnienia poprzez przedmioty i sztukę. Bohaterka tropi obrazy namalowane pędzlami z jej własnych dziecięcych włosów, co staje się metaforą odzyskiwania utraconego ja. Powieść analizuje również relację między językiem a dziedzictwem oraz wpływ rodziny na postrzeganie rzeczywistości. Tematyka oscyluje wokół traumy, pamięci selektywnej i trudności w zdefiniowaniu swojego miejsca w świecie. Autorka stawia pytania o to, gdzie faktycznie kończą się nasze korzenie.
Czy książka skupia się bardziej na akcji, czy na warstwie psychologicznej?
Powieść to przede wszystkim studium psychologiczne, w którym wewnętrzne przeżycia bohaterki dominują nad tempem wydarzeń. Zamiast dynamicznych zwrotów akcji, czytelnik otrzymuje intymny wgląd w proces odkrywania rodzinnych tajemnic i mechanizmów zapominania. Każdy krok bohaterki w rodzinnym miasteczku służy lepszemu zrozumieniu jej emocjonalnego wycofania i aktualnej kondycji psychicznej. Jest to idealna propozycja dla osób ceniących literaturę piękną skupioną na introspekcji. Fabuła rozwija się powoli, dając przestrzeń na własne przemyślenia.
Dla jakiego czytelnika powieść Małgorzaty Boryczki może okazać się zbyt trudna?
Książka nie będzie odpowiednia dla osób poszukujących lekkiej, rozrywkowej lektury z szybką akcją i prostym zakończeniem. Ze względu na ciężką tematykę poszukiwania tożsamości i traumy, może przytłaczać czytelników unikających melancholijnych lub smutnych narracji. Specyficzny, momentami rwany styl i liczne odniesienia kulturowe wymagają cierpliwości oraz dużej uważności. Nie jest to pozycja dla kogoś, kto oczekuje linearnej i oczywistej opowieści o powrocie do domu. To literatura wymagająca, przeznaczona dla świadomego odbiorcy.
