Wiech to gentleman, szalenie dowcipny, nigdy jadowity, często wzruszający. Jego felietony są wynikiem obserwacji bardzo uważnej, pracy w swoim rodzaju całkiem twórczej i na wskroś oryginalnej.
Maria Jasnorzewska
Pani Guta ubóstwia tańce. Przepada za nastrojem panującym w dansingu. W każdym fordanserze widzi małego żigolo, skrzywdzonego przez życie.
Nic też dziwnego, że łzy zakręciły się jej w oczach, kiedy pewnego razu w restauracji spojrzała na siedzącego samotnie bladego młodzieńca w dobrze skrojonym smokingu.
Gorzki grymas wykrzywiał ładne jego usta.
Dochodziła pierwsza. Orkiestra grała kariokę.
Pani Guta pochyliła się do męża, operującego z zajęciem leszcza z wody.
– Tak mi coś brak, Maks!
– Dołóż sobie kartofelków. W ogóle idz coś. Cała porcja liczona.
– Mówię apropos dusza. Tęsknicę czuję. Mam pragnienie podpuścić się w pląs. Podaj mnie ramię.
– Gucia, zostaw. Daj mnie jeść. Przede wszystkiem kariokie jeszcze nie umiem, a niezależnie tam siedzi ten plajtownik Rabinowicz, się będzie śmiał. Mogę cię wynająć szmondaka?
Tu czuły mąż skinął na kelnera.
– Panie, co jest? Moja żona nie ma z kim tańczyć! Od czego są baletniki? Podawaj pan jednego.
W chwilę później smutny żigolo skłonił się pani Gucie i zaczęli tańczyć. Ale fordanser robił to jakby z urzędu, nie zwracając najmniejszej uwagi na partnerkę. Pani Guta postanowiła go rozruszać.
– Pan mnóstwo zmuszony byłeś przecierpieć w życiu?
– Prawdopodobnie tak jest.
– Żal mi pana. Taki ładny chłopczyk i taki coś smutny.
– Co mogę zrobić, pójdę się śmiać, z czego? Za wiele? Za pięć złotych i kolację?
– Mniemam, że pan nie zawsze byłeś fortancerzem. Wyglądasz pan coś lepszego!
– Zgadliście, Lipsztajnowa.
– Co znaczy Lipsztajnowa, pan mnie znasz?
– Co za pytanie? Z tej samej branży jestem. Trykotaże. Za subiekta się zatrudniałem w firmie „Rozenblat i Feinkind”. Kryzys, plajta i paszoł wont na bruk, na zbity łeb. Z powodu więc byłem pierwszy tangownik na sali Wajnmana, Pańska 37, dzisiaj tańczę i się martwię.
– W ogóle, czy natomiast detalicznie?
– W ogóle z powodu to nie jest życie dla kupca; detalicznie mam jutro licytację, zabierają mnie tego smokinga.
– Suma?
– Dwieście złotych prócz kosztów procesu. Nie tupcie, Lipsztajnowa, karioka nie jest oberek.
Pani Guta, wzruszona opowieścią, postanowiła prosić męża, żeby pożyczył biednemu żigolo dwieście złotych na pięć procent w stosunku miesięcznym.
Pan Maks Lipsztajn nie chciał na razie o niczym słyszeć, lecz w końcu zmiękł i dał.
Oczywiście w terminie pan Beniek Grynszpan pieniędzy nie zwrócił.
Pani Guta mile wspomina małego żigolo, ale jej mąż wprost przeciwnie, zaskarżył go do sądu grodzkiego i na zasadzie uzyskanego wyroku zajmie prawdopodobnie nieszczęsny smoking.
Tak się przynajmniej w sądzie odgrażał.
To jest życie!
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii literatura piękna polska lub z serii Opowiadania powojenne
Jaką atmosferę oddają opowiadania zawarte w książce "Głowa spod łóżka. Opowiadania powojenne. Tom 4"?
Książka "Głowa spod łóżka. Opowiadania powojenne. Tom 4" oferuje unikalną mieszankę humoru, nostalgii oraz błyskotliwej obserwacji obyczajowej. Autor z niezwykłą lekkością portretuje barwne postacie, takie jak pani Guta czy pechowy fordanser, oddając klimat dawnych restauracji i dancingów. Teksty te charakteryzują się ciepłym, pozbawionym jadowitości podejściem do ludzkich słabości i życiowych perypetii. Lektura przenosi czytelnika w świat warszawskiej gwary i specyficznego, przedmiejskiego kodeksu honorowego.
Czy język użyty przez Stefana Wiecheckiego jest zrozumiały dla współczesnego czytelnika?
Stefan Wiechecki posługuje się autentyczną gwarą warszawską, która nadaje tekstom niepowtarzalnego, staromiejskiego charakteru. Choć niektóre zwroty wymagają chwili skupienia, kontekst sytuacyjny sprawia, że sens dialogów pozostaje w pełni jasny. To doskonała okazja do obcowania z żywym językiem ulicy, który stanowi znak rozpoznawczy twórczości Wiecha. Publikacja ta jest cennym źródłem wiedzy o dawnej kulturze słowa i specyficznym dowcipie stolicy.
Czy w tym tomie znajdziemy felietony dotyczące życia codziennego powojennej Warszawy?
Zbiór ten koncentruje się na autentycznych sytuacjach z życia mieszkańców stolicy, ukazując ich zmagania z powojenną rzeczywistością. Wiech z reporterską precyzją opisuje drobne oszustwa, miłosne zawody i codzienne kłopoty, zamieniając je w komiczne anegdoty. Każde opowiadanie to zamknięta całość, która wnikliwie analizuje nastroje panujące w ówczesnych lokalach gastronomicznych i na placach targowych. Dzięki temu czytelnik otrzymuje barwny obraz społeczeństwa odbudowującego swoje życie po wojnie.
Dla jakiego typu czytelnika te opowiadania mogą okazać się zbyt specyficzne?
Opowiadania te nie są odpowiednie dla osób poszukujących wartkiej akcji lub literatury faktu pozbawionej stylizacji językowej. Skupienie na detalach obyczajowych i specyficznej gwarze bywa nużące dla czytelników nieprzepadających za humorem retro. Książka wymaga od odbiorcy cierpliwości do archaizmów oraz zrozumienia kontekstu historycznego dawnej Warszawy. Nie jest to również pozycja dla osób oczekujących poważnej, mrocznej analizy powojennej traumy.
Czy lektura czwartego tomu wymaga znajomości poprzednich części serii opowiadań Wiecha?
Tom czwarty można czytać jako niezależny zbiór, ponieważ każde opowiadanie stanowi odrębną, kompletną historię. Stefan Wiechecki konstruował swoje felietony w taki sposób, aby bawiły bez konieczności śledzenia długofalowej fabuły. Bohaterowie pojawiający się na kartach książki są wprowadzani na nowo w każdej anegdocie, co ułatwia rozpoczęcie przygody z autorem od dowolnej części. Jest to idealne rozwiązanie dla osób chcących dawkować sobie lekturę w krótkich, satysfakcjonujących fragmentach.
