Joel Salatin (lat 67) – amerykański libertarianin, jeden z najbardziej znanych rolników w USA. Wykładowca, autor bestsellerów popularyzujących rolnictwo i hodowlę naturalną. Jest bojownikiem o zdrową żywność i ostrym krytykiem regulacji państwowych. Mówi wprost, że rząd Stanów Zjednoczonych utrudnia utrzymywanie się niedużych gospodarstw wyłącznie z pracy na roli. Salatin i jego rodzina są właścicielami i prowadzą Polyface Farm w dolinie Shenandoah w Wirginii. Farma produkuje pastwiskową wołowinę, wieprzowinę, kurczaki, jaja, indyki, króliki, jagnięcinę i kaczki, obsługując tysiące rodzin i kilkadziesiąt restauracji w bioregionie farmy. Jako bezpośredni adresat ustalanych norm i zasad Salatin krytykuje zaostrzające się coraz bardziej regulacje dotyczące rolnictwa, które musi wprowadzać w życie na swojej farmie. Mimo iż akcja tej książki rozgrywa się na amerykańskiej prerii, na wielkich, mniej lub bardziej żyznych równinach Ameryki Północnej, niemal wszystko, co w niej opisano, mogłoby by się zdarzyć w sektorze żywnościowym Anglii, Francji, Niemiec czy w Polsce. Rolnicy, znani niegdyś jako kułacy, byli pierwszymi ofiarami rewolucji komunistycznej w 1917 roku. Pozbawiono ich ziemi i dobytku. Ziemię tę upaństwowiono, ale co gorsze, albo i najgorsze, poddano ją także nadzorowi służb specjalnych NKWD, KGB i innych urzędów bezpieczeństwa. Nie tylko w sowieckiej Rosji, także w Polsce, rolnik stał się symbolicznym wrogiem chorego systemu wyłącznie dlatego, że opowiadał się za wolnością, niezależnością, naturą i zdrowiem. Ziemia, grunt, hodowla to dziś najbardziej newralgiczne dobra. Rządzący chcą je opanować, aby przy ich pomocy kierować podległymi im urzędami i spółkami, zniewalać nas i zaprzęgać do służby na rzecz kasty władzy. Miejsce wymienionych instytucji zajęły inne trzyliterowe organizacje: CAP, CIA, WHO, a także inspekcje, agencje, liczne organizacje NGO, które zamiast służyć nam, czyli konsumentom żywności w pielęgnacji zdrowia, wspierają potentatów przemysłowych, którzy już dawno zapomnieli, co to smak, wartość odżywcza, zdrowie, a nawet uczciwość – przedkładając nad te wartości własny sukces finansowy. Tradycyjnemu, czy jak kto woli lokalnemu, rolnikowi nie pozwala się produkować dla siebie, dla swoich bliskich czy sąsiadów. A jeśli nawet uda mu się wymóc pozwolenie, które mu to od wielkiego dzwonu umożliwi, ceną tej odrobiny wolności jest konieczność pokonania masy utrudnień, ograniczeń, nakazów, zakazów. Każda kura musi być rejestrowana. Świniak zaczipowany, ważony co kilka dni, mierzony, opieczętowany, a gdy jakiś przewrażliwiony służbista wykryje w stadzie tysiąca kurcząt jednego wirusa, ma do dyspozycji przepisy, które umożliwią mu spalenie tysiąca albo i więcej kurcząt. I nikt nie może się temu sprzeciwić, gdyż po stronie opresji stoi tzw. prawo, za którym lobbowały giganty hodowlane i korporacyjne. Oto co sam Joel Salatin mówi po ponad dziesięciu latach od napisania tej książki: (…) Przez wszystkie te lata od czasu napisania tej książki z przerażeniem obserwowałem, jak machinacje, spiski i intrygi jednego kraju stają się regułą wymuszaną do przyjęcia przez agendy Światowego Forum Gospodarczego. Pomysł, że będziemy śledzić i inwigilować: każdy metr kwadratowy ziemi, każdego pomidora, każdą krowę czy nawet kurę, jest przerażający. Globalne potęgi chcą stworzyć regulacje wszystkiego i wszędzie. Nadzór ma się rozciągać na nasze domy, boiska, parki, szkoły, stoły czy nawet garnki. Nic nie jest prywatne, nic nie jest święte, nic nie cieszy się wolnością. Co gorsza, ten moloch wydaje się nie do zatrzymania. A mimo to ludzie wymyślają sposoby, jak go obejść.(…) Nasz slogan brzmi: „Lepiej obejść, niż dać się podporządkować” – rzecz jasna nakaz ten odnosi się do regulacji. Obejść za wszelką cenę, nie dać się zmusić do ich przestrzegania.(…) Wszystko to są przemyślne, lecz legalne sposoby obchodzenia regulacji. Kiedy tyrania wzrasta, obejście prawa staje się silniejszym nakazem niż jego przestrzeganie.(…)
Jaką główną problematykę porusza książka Joela Salatina?
Publikacja skupia się na konflikcie między tradycyjnym, naturalnym rolnictwem a rygorystycznymi przepisami państwowymi i korporacyjnymi. Autor analizuje, w jaki sposób biurokracja utrudnia prowadzenie małych, zrównoważonych gospodarstw na rzecz wielkich koncernów spożywczych. Tekst demaskuje absurdalne regulacje dotyczące hodowli zwierząt i uprawy roślin, które ograniczają wolność producentów i konsumentów. To lektura obowiązkowa dla osób szukających prawdy o pochodzeniu żywności i mechanizmach kontroli rynku spożywczego.
Czy realia amerykańskiego rolnictwa opisane w książce mają przełożenie na sytuację w Polsce?
Tak, mechanizmy biurokratyczne i naciski organizacji międzynarodowych opisane przez autora są niezwykle aktualne również w polskim sektorze żywnościowym. Autor wskazuje na uniwersalny charakter regulacji CAP czy WHO, które wpływają na codzienne życie rolników w całej Europie. Czytelnik odnajdzie tu analogie do krajowych przepisów dotyczących rejestracji zwierząt czy wymogów sanitarnych nakładanych na lokalnych wytwórców. Książka pomaga zrozumieć globalne trendy, które bezpośrednio kształtują polski rynek produktów ekologicznych i tradycyjnych.
Dla jakiego typu czytelnika książka "Wszystko, co robię, jest nielegalne" może okazać się nieodpowiednia?
Pozycja ta nie jest polecana osobom poszukującym neutralnego, czysto akademickiego opracowania na temat rolnictwa bez wyraźnego zabarwienia ideologicznego. Joel Salatin pisze z perspektywy zdeklarowanego libertarianina, co nadaje treści bardzo subiektywny i momentami buntowniczy charakter. Czytelnicy oczekujący instrukcji technicznych dotyczących upraw, a nie manifestu wolnościowego, mogą poczuć się przytłoczeni politycznym aspektem narracji. Nie jest to również lektura dla zwolenników ścisłego nadzoru państwowego nad bezpieczeństwem żywnościowym, gdyż autor ostro go krytykuje.
Czego konkretnie można dowiedzieć się o funkcjonowaniu gospodarstwa Polyface Farm?
Autor szczegółowo opisuje model hodowli pastwiskowej, który pozwala na produkcję zdrowego mięsa i jaj w zgodzie z naturą. Dowiesz się, jak rodzina Salatinów zarządza tysiącami zwierząt, omijając pułapki przemysłowego chowu bez utraty wydajności. Książka ujawnia logistyczne wyzwania związane z dostarczaniem produktów bezpośrednio do rodzin i restauracji z pominięciem wielkich pośredników. To praktyczne studium przypadku pokazujące, że niezależność żywnościowa jest możliwa mimo licznych przeszkód prawnych.
W jakim stylu utrzymany jest ten reportaż i czy jest on przystępny dla laika?
Książka napisana jest dynamicznym, bezkompromisowym językiem, który łączy osobiste wspomnienia z ciętą ripostą wobec urzędników. Salatin posługuje się konkretnymi przykładami z życia, co sprawia, że skomplikowane kwestie prawne stają się zrozumiałe dla każdego odbiorcy. Styl autora jest pełen pasji i autentyczności, co pozwala poczuć trudy i radości płynące z pracy na roli. Dzięki temu lektura wciąga niczym dobra powieść, mimo że porusza trudne tematy systemowego ucisku i walki o wolność wyboru.