„Jest to autorska historia brudu i wstrętu u Borowskiego. (…) Rzeczywiście jest tak, jak pisze Wolski, że wiemy z różnych świadectw i dokumentów o uporczywej obecności smrodu dymu z krematoriów, ale nie jest go w stanie oddać/przedstawić ani film, ani sama literatura. Wolski trafia w samo sedno rzeczy i podejmuje opis jednego z najważniejszych zjawisk kształtujących piekło życia codziennego w obozie koncentracyjnym”. (Z recenzji prof. Adama Dziadka)
„Bohaterowie "Pożegnania z Marią" śmierdzą. Łatwo to przeoczyć, bo mocna, przysłaniająca (sit venia verbo) całość obrazowa puenta – smutna, niknąca w dali blada twarz aresztowanej Marii – nie ma zapachu. Ale przedtem wszyscy w tekście będą wydzielać jakiś odór: niemiecki żołdak ubijający pokątne interesy "naniósł do pokoju błota i smrodu żołnierskiego", dość obrzydliwy sklepikarz regularnie oszukujący Tadka-Tadeusza Borowskiego śmierdzi wódką i machorką, a skądinąd z sympatią opisywany furman "nie mógł się swobodnie ruszać w twardym kożuchu, pokrytym skorupą wapna, smoły i dziegciu". Gdy tylko zdamy sobie z tego sprawę, ze zdziwieniem odkryjemy, że nawet czyste, bezwonne, "wzrokowe" zakończenie opowiadania zaczyna śmierdzieć niczym tłuszcz palonych w obozie ciał. Bo przecież o tym mówi ta równie zaskakująca, choć w tym akurat zaskoczeniu już oswojona puenta przecząca faktom z życia Tadeusza Borowskiego i Marii Borowskiej (wówczas Rundo): o tłuszczu z ciała Marii, z którego powstanie rewolucyjne osiągnięcie nowoczesnej technologii i higieny ciała, przeciwieństwo "prymitywnego" brudu oraz hiperboliczny symbol nazistowskiego przemysłu śmierci – mydło”. (Fragment książki)