Tam w kościele modli się po polsku, a w domu rozmawia „po prostemu.”
Gdzie jest to magiczne „Tam?” Gdy ruszasz w wędrówkę po Grodnie z Wiktorem Szałkiewiczem, wszystko może się zdarzyć. W piątkowe popołudnie rabin obwieszcza nadejście szabatu. Ściskasz dłoń króla Stefana Batorego, a chwilę potem ubogi Żyd częstuje cię śledziem wprost z beczki. Na Wysokim Rynku grają „Czerwone Gitary” – tak głośno, że gipsowemu Leninowi odpada wskazujący palec. Patrzysz, jak Niemnem suną do Prus Wschodnich ciężkie wiciny, idziesz dalej.
Przed dworcem kolejowym widzisz tyle taksówek, że zaczynasz się zastanawiać, czy – aby nie skisnąć z nudy – jedni taksówkarze nie wożą przypadkiem innych taksówkarzy? Na peronie, łowiąc nozdrzami wiatr dolatujący „z Polszczy”, kłębi się tłum przemytników. W jednej walizce trzydzieści par banalnych kalesonów, w innej odświętne spodnie Jana Nowaka-Jeziorańskiego, w kolejnej papierosy, mydło włoskie i maść na korzonki…
Grodna i okolicznych miasteczek, opiewanych przez Orzeszkową i Czeczota, Mickiewicza i Kondratowicza daremnie szukać na mapie. Chyba, że mówimy o mapie pamięci Wiktora Szałkiewicza. Wtedy - owszem, wtedy – tak.
Michał Androsiuk
Czy "Miasteczko G... i okolice..." to tradycyjny przewodnik turystyczny po Grodnie?
Książka nie jest standardowym przewodnikiem, lecz literackim zapisem subiektywnych wspomnień i anegdot o dawnym Grodnie. Autor skupia się na odtworzeniu atmosfery miejsc, których nie znajdziemy już na współczesnych mapach topograficznych. Czytelnik poznaje miasto poprzez pryzmat ludzkich historii, zapachów i lokalnego folkloru, a nie suchych faktów geograficznych. Jest to idealna pozycja dla osób szukających emocjonalnego portretu Kresów zamiast wykazu zabytków.
Jaki klimat dominuje w opowieściach Wiktora Szałkiewicza?
W publikacji dominuje atmosfera nostalgii przeplatana z błyskotliwym humorem i realizmem magicznym codzienności. Autor z wielką czułością opisuje sceny z życia codziennego, od handlu na peronach po spotkania z postaciami historycznymi. Tekst łączy w sobie elementy reportażu, felietonu oraz gawędy, co nadaje całości dynamiczny i gawędziarski charakter. Lektura pozwala poczuć ducha dawnego pogranicza, gdzie sacrum miesza się z profanum.
Czy czytelnik nieznający historii Kresów odnajdzie się w tej lekturze?
Tak, książka jest napisana w sposób przystępny i angażujący nawet dla osób bez specjalistycznej wiedzy historycznej. Wiktor Szałkiewicz posługuje się obrazowym językiem, który pozwala łatwo wyobrazić sobie opisywane miejsca i sytuacje. Historie o przemytnikach, taksówkarzach czy lokalnych rzemieślnikach mają uniwersalny, ludzki wymiar. Dzięki temu publikacja stanowi doskonały punkt wyjścia do zainteresowania się tematyką Grodna i okolic.
Jakie grupy kulturowe są przedstawione w tej publikacji?
Autor ukazuje wielokulturowy tygiel Grodna, w którym współistnieją tradycje polskie, żydowskie oraz lokalne zwyczaje białoruskie. Na kartach książki spotykamy rabina obwieszczającego szabat, ludzi modlących się w kościołach oraz mieszkańców rozmawiających w gwarze zwanej "po prostemu". Ta różnorodność jest fundamentem tożsamości opisywanego regionu i stanowi główną oś narracyjną wspomnień. Przedstawienie tych relacji pozwala zrozumieć unikalny charakter dawnego miasteczka G.
Dla kogo ta książka może okazać się mało satysfakcjonująca?
Publikacja nie spełni oczekiwań osób poszukujących chronologicznego opracowania historycznego lub bogato ilustrowanego albumu fotograficznego. Treść koncentruje się na subiektywnej "mapie pamięci" i literackiej wizji autora, a nie na twardych danych statystycznych czy analizach politycznych. Czytelnicy nastawieni na zdobycie praktycznych informacji o współczesnym Grodnie mogą poczuć niedosyt ze względu na retrospektywny charakter dzieła. Jest to wybór skierowany do miłośników literatury pięknej i reportażu literackiego.