"Zdążyć przed Panem Bogiem" pokazuje konsekwencję "odwrócenia" świata, w którym normą stało się zniszczenie, śmierć i zło. To jedna z najważniejszych książek o Holokauście.
Przez ćwierć wieku Marek Edelman jak ognia unikał rozmów na temat warszawskiego getta, ale gdy Hannie Krall udało się go do tego przekonać, wystarczyło materiału na wielką reportażową książkę. Jak się okazało, dzięki rozmowom autorki z jedynym przywódcą powstania w gettcie, który przeżył II wojnę, powstało coś więcej niż kolejny zapis faktów w relacji naocznego świadka. Przekaz Marka Edelmana kończy długoletni proces objaśniania i próby zrozumienia, czym były getto i holokaust dla ludzi, którzy go doświadczyli.
Dlatego bardzo ważną, a często niedocenianą część reportażu Hanny Krall "Zdążyć przed Panem Bogiem", stanowią fragmenty dotyczące powojennego życia Edelmana - lekarza, który w zespole Profesora, pioniera kardiochirurgii w Polsce, odpowiadał za podejmowanie decyzji o najryzykowniejszych operacjach. W czasie wojny w getcie, jako pracownik szpitala, stał przy szlabanie na Umschlagplatzu i dysponował prawem ocalenia życia jednej osoby, która szła właśnie do transportu. Stąd tytuł i wielka zmiana w sposobie patrzenia rozmówcy Hanny Krall na świat i człowieka po doświadczeniu getta.
Ze słów Edelmana wyłania się zupełnie przedefiniowane znaczenie słowa "heroizm". Za prawdziwe bohaterki uważa matkę, która dzieli się trucizną ze swoją córką czy pielęgniarkę pomagającą w zabójstwie nowo narodzonego dziecka, które za chwilę miałoby trafić do transportu śmierci. Ostro przeciwstawia się pogardliwemu traktowaniu przez amerykańskiego rozmówcę więźniów getta w wagonach do Treblinki, nazwanych przez niego "baranami" prowadzonymi na śmierć. Sam za to kwestionuje bohaterski nimb Mordechaja Anielewicza, oceniając jako marnotrawstwo cennej amunicji zbiorowe samobójstwo bojowników w gettcie.
Getto to jedno z miejsc, w których naziści pod pręgierzem postawili fundament człowieczeństwa. Książka Hanny Krall, na równi z najważniejszymi dokonaniami Tadeusza Borowskiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, mówi o tym, jakie konsekwencje przynosi ideologiczny obłęd.
Fragment książki
- Pan Bóg już chce zgasić świeczkę, a ja muszę szybko osłonić płomień, wykorzystując Jego chwilową nieuwagę. Niech się pali choć trochę dłużej, niż On by sobie życzył. To jest ważne: On nie jest za bardzo sprawiedliwy. To jest również przyjemne, bo jeżeli się coś uda – to bądź co bądź Jego wywiodło się w pole...
– Wyścig z Panem Bogiem? Cóż to za pycha!
– Wiesz, kiedy człowiek odprowadza innych ludzi do wagonów, to może mieć z Nim później parę spraw do załatwienia. A wszyscy przechodzili koło mnie, bo stałem przy bramie od pierwszego do ostatniego dnia. Wszyscy, czterysta tysięcy ludzi przeszło koło mnie.