Oddział X. Brzmi tajemniczo, zagadkowo, thrillerowo, wręcz magicznie. W zbiorze mocno sfabularyzowanych reportaży autora jest to po prostu "oddział dziesiąty" w Szpitalu Psychiatrycznym w Choroszczy, gdzie od lat bez przerwy trwa syzyfowa walka o przywrócenie do normalnego życia uzależnionych od alkoholu.
Pisze o nich prawdziwie, beznamiętnie, szczerze. Pisze również o sobie. Bo autor jest jednym z nich; jest pacjentem tego oddziału; jest uzależnionym od alkoholu piekielnie zdolnym pisarzem.
Są w tym zbiorze migocące w mroku perełki wywołujące słabe echo śmiechu, wzruszenia, ba, nawet humoru. I to nawet nie czarnego. Perełki świadczące o tym, że autor nie zawsze patrzy na świat z drugiej strony flaszki.
Edmund Burel
Bohaterowie opowiadań Wydmińskiego nie należą do świata zwycięzców. Poznajemy ich w szarych korytarzach szpitala psychiatrycznego, przechadzających się regularnie po szpitalnych posadzkach, wytartych przez tysiące par kapci, w palarni gęstej od taniego tytoniowego dymu i niekończących się rozmów o marzeniach, przeszłości i tego co tam najważniejsze –teraźniejszości. I tak jak w podświadomie sparafrazowanych "Notatkach na mankietach" Bułhakowa, Wydmiński wystukując na maszynie do pisania opowieści ze świata "odrzuconego" czy niechcianego, nadaje im podmiotową literacką tożsamość.
Dariusz Szada-Borzyszkowski
Czy książka "Wariatkowo, wariatkowo..." to klasyczna powieść fabularna czy reportaż medyczny?
Książka stanowi zbiór mocno sfabularyzowanych reportaży, które łączą autentyczne obserwacje z literacką narracją. Autor koncentruje się na ukazaniu codzienności pacjentów przebywających na oddziale dla osób uzależnionych od alkoholu. Teksty nadają tożsamość osobom często wykluczonym i spychanym na margines społeczny. Lektura pozwala zrozumieć mechanizmy walki o powrót do normalności bez zbędnego upiększania rzeczywistości.
Z jakiej perspektywy autor opisuje życie na oddziale psychiatrycznym w Choroszczy?
Narratorem jest sam Andrzej Wydmiński, który opisuje rzeczywistość oddziału dziesiątego z perspektywy pacjenta i osoby uzależnionej. Dzięki temu czytelnik otrzymuje szczery i bezpośredni wgląd w życie za murami placówki w Choroszczy. Autor unika chłodnego dystansu medycznego, stawiając na autentyzm i współodczuwanie z innymi chorymi. Taka forma przekazu buduje mocną więź między twórcą a odbiorcą poszukującym prawdy o naturze nałogu.
Jaki klimat dominuje w opowieściach Andrzeja Wydmińskiego o pacjentach szpitala?
W tekstach dominuje atmosfera szczerości i beznamiętnego realizmu, który przeplata się z momentami wzruszenia i humoru. Autor operuje stylem wydobywającym z mroku szpitalnych korytarzy ludzkie marzenia oraz trudną teraźniejszość bohaterów. Opowieści nie są wyłącznie przygnębiające, ponieważ zawierają liczne literackie detale rozjaśniające szarą codzienność. Książka ukazuje pełne spektrum emocji towarzyszących syzyfowej walce o przywrócenie normalnego życia.
Dla kogo lektura "Wariatkowo, wariatkowo..." może być zbyt obciążająca lub nieodpowiednia?
Pozycja ta nie jest polecana osobom poszukującym lekkiej rozrywki lub unikającym naturalistycznych opisów walki z alkoholizmem. Ze względu na duży ładunek emocjonalny i surowość przedstawionego świata, treść może być obciążająca dla czytelników w trakcie aktywnego kryzysu. Książka wymaga od odbiorcy gotowości na konfrontację z trudną, niekiedy brutalną prawdą o odrzuceniu i chorobie. Nie jest to publikacja o charakterze poradnikowym, lecz głęboka proza egzystencjalna o ludziach z marginesu.
Czy historie skupiają się wyłącznie na procesie leczenia medycznego w szpitalu?
Opowiadania koncentrują się na relacjach międzyludzkich oraz wewnętrznym świecie pacjentów, a nie na samych procedurach medycznych. Czytelnik obserwuje życie w palarniach i na korytarzach, gdzie toczą się niekończące się rozmowy o przeszłości. Autor nadaje podmiotowość swoim bohaterom, wyciągając ich z anonimowości szpitalnych statystyk i kapci wytartych o posadzki. Jest to przede wszystkim studium ludzkiej psychiki w obliczu izolacji i próba literackiego ocalenia tożsamości.