Melchior Wańkowicz uznawany jest za mistrza gawędy, jednej z trudniejszych form literackich. W swoich pracach zwykł prowadzić bardzo długie wywody, pełne rusycyzmów, lwowskiej gwary oraz neologizmów. Jego twórczość to zdecydowanie wyzwanie intelektualne, ale też uczta dla czytelnika.
Wydawnictwo Greg wznawia obecnie "Tędy i owędy" - wydanie wraz z przydatnym opracowaniem i słowniczkiem wyrazów trudnych oraz zapożyczonych. Teraz o wiele łatwiej wybrać się w podróż, przy której można się uśmiać, wzruszyć i pogłówkować.
Książka jest zapisem wspomnień z lat szkolnych i studenckich autora, jego przygód, przyjaciół i pierwszych miłości. Naszpikowanie anegdotami może sprawiać wrażenie przesadzonego, ale nigdy nie dowiemy się, które historie są prawdziwe, a które nie. Z jednej strony wyłania się obraz towarzyskiego, chętnego do pomocy kolegi, który zawsze pociesza i służy dobrą radą.
Publikacja posiada dużą dozę autoironii, w której Wańkowicz przyznaje się do egocentryzmu, chęci brylowania i głodu komplementów, obojętnie czego dotyczących. To postać do dzisiaj trudna w klasyfikacji, a stworzenie jego rzetelnej biografii prawdopodobnie nie jest możliwe.
Wańkowicz pragnie czytelnika przede wszystkim zauroczyć; sobą, wspomnieniami, sytuacjami i swoimi ripostami w konwersacjach. Służy jako papier lakmusowy na całą bufonadę świata, jednocześnie starając obracać się zawsze w najwyższych sferach, czy to szkolnej paczki, czy pierwszych rautów po zdobyciu pracy w zawodzie. I tak chadzamy sobie z autorem w nieznanym kierunku, zaglądamy tu i ówdzie, krocząc tędy i owędy. Niespiesznie, bezstresowo i swobodnie. Nie zmieniamy świata, chyba że śmiechem. Reszta, jak się okazuje, robi się sama.
Zajrzyj do środka