Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii obyczajowa
Odette i inne historie miłosne
Informacje szczegółowe Pokaż wszystkie
| Wydawnictwo: | Znak Literanova |
| Format: | 12,4x19,5 cm |
| Oprawa: | Miękka |
| Rok wydania: | 2015 |
| Ilość stron: | 256 |
- Tytuł: Odette i inne historie miłosne
- Autor: Eric-Emmanuel Schmitt
- Wydawnictwo Znak Literanova
- Oprawa: Miękka
- Rok wydania: 2015
- Ilość stron: 256
- Format: 12,4x19,5 cm
- Stan: nowy, pełnowartościowy produkt
- Model: 9788324027460
- Język: polski
- Oryginalny tytuł: Odette Toulemonde et autres histoires
- Tłumacz: Jan Brzezowski
- Nr wydania: 2
- ISBN: 9788324027460
- EAN: 9788324027460
- Wymiary: 124x195
- Dane producenta: Społeczny Instytut Wydawniczy Znak Sp. z o.o., ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków, Polska, sekretariat@znak.com.pl, tel. 12 61 99 500
-
Recenzenckie Mistrzostwo ŚwiataOcena: 4/5Dodana przez Zuzanna C. w dniu 2016-09-13Opinia użytkownika sklepuAutor opinii z tym oznaczeniem jest zarejestrowanym użytkownikiem sklepu. Nie możemy potwierdzić, że produkt został kupiony w naszym sklepie.Recenzja dotyczy produktu typu: książka
1 z 2 osób uznało recenzję za przydatnąZbiór opowiadań "Odette i inne historie miłosne" to, wydawałoby się, taka mała, przyjemna książeczka na jedno popołudnie. Szybka, lekka lektura, pewnie historie zakochanych par jakich wiele. Nic bardziej mylnego. Mimo że to tylko 8 krótkich opowiadań, wszystkie są oryginalne i głęboko zapadają w pamięć.
Ta książka jest jak bombonierka - niby wszystkie teksty są o miłości, a jednak każdy z nich jest inny - jak czekoladki o różnych smakach. "Bosa księżniczka" mnie wzruszyła, "Obca" zasmuciła, "Piękny deszczowy dzień" wprawił w zadumę, "Wszystko, czego potrzeba do szczęścia" ścisnęło za serce... Ich bohaterki to kobiety wyjątkowe, a ich zachowanie niejednokrotnie zaskakuje. Nawet w tak małych objętościowo opowiadaniach Schmitt zdołał w przekonujący sposób przedstawić ich charaktery - w żadnym wypadku nie są one schematyczne, czujemy się, jakbyśmy obserwowali życie prawdziwych osób. I tak jak w realnym życiu, wywołują w nas różne emocje, od sympatii aż po niechęć. Wandy zdecydowanie nie polubiłam (choć okazało się, że i ona zachowała jakieś ludzkie uczucia), z Hélène nigdy bym się nie zrozumiała, Odile przypomniała mi o babci, na Aimée się zawiodłam, współczułam Isabelle i kibicowałam Odette. I choć ostatnie opowiadanie jakoś mi nie pasowało do pozostałych (nie nazwałabym go mimo wszystko historią miłosną), to tworzą one spójną całość.
Opowiadania Schmitta prowokują do stawiania pytań, na które nie ma dobrych i złych odpowiedzi. Czym tak naprawdę jest miłość? Czy można ją w ogóle zdefiniować? Jak ją rozpoznać? Czy można kogoś kochać, ale przez lata mylić to uczucie z czymś innym, nie dopuszczać go do siebie? Dlaczego ludzie decydują się z kimś być mimo że (jak twierdzą) tej drugiej osoby wcale nie kochają? Czy w ten sposób nie odbierają sobie szansy na prawdziwe szczęście? Czy zawsze zdrada faktycznie jest zdradą?
Miłość to uczucie, które ma przeróżne oblicza. Dla każdego znaczy co innego i każdy tę samą historię miłosną potrafi opowiedzieć na swój własny, niepowtarzalny sposób. Może właśnie dlatego powstaje ich tak wiele - w końcu liczba możliwości jest nieograniczona.
Polecam!
[Adres usunięty] -
Recenzent WybitnyOcena: 2/5Dodana przez Magdalena M. w dniu 2016-04-11Opinia użytkownika sklepuAutor opinii z tym oznaczeniem jest zarejestrowanym użytkownikiem sklepu. Nie możemy potwierdzić, że produkt został kupiony w naszym sklepie.Recenzja dotyczy produktu typu: książka
2 z 4 osób uznało recenzję za przydatnąDlaczego lubię czytać zbiory opowiadań? Bo lubię zwięzłość, wolę kilka dobitnych słów niż długie akapity rozlazłej papki. Lubię gdy autor zaskakuje trafną pointą. Krótkie formy literackie sprzyjają też mojemu rytmowi życia. W codziennej gonitwie, w maratonie tysiąca obowiązków łatwiej znaleźć 15 minut na lekturę opowiadania, niż 2 godziny na przeczytanie całej książki. Lubię też satysfakcję, którą odczuwam, gdy doczytam do końca tekst, a bardziej jest to prawdopodobne w przypadku 50-stronicowego opowiadania właśnie, niż 300-stronicowej książki :)
Opowiadania jednak wbrew pozorom nie są łatwą formą literacką. Te najlepsze trzymają czytelnika w niepewności do ostatniego zdania, podczas gdy te słabsze od razu odkrywają wszystkie karty. Te dobre wyczerpują temat zmuszając jednocześnie do głębszych przemyśleń. Są jak echo, które odbija się w nas jeszcze przez kilka dni po zakończeniu lektury. Te złe tylko szkicują zarys historii, pozostawiają niedosyt, czym tylko irytują czytelnika. Nie skłaniają do refleksji i nie pozostają w pamięci na dłużej.
Z opowiadaniami Schmitt'a jest różnie. Czasami trafiają mu się wyjątkowo udane, zwłaszcza gdy je dopracuje, gdy widać że dany problem rozpracował z każdej strony. Są wtedy pełne i mogą stanowić odrębną książkę. Tak było z "Napojem miłosnym" czy słynnym "Oskarem i Panią Różą". Niestety zdarzają mu się też i takie, które w moim odczuciu są tylko wstępnym szkicem, brudnopisem autora, z którego dopiero mogłyby powstać dłuższe historie.
Tak jest niestety ze zbiorem opowiadań "Odette i inne historie miłosne". Na 8 tytułów raptem 2 zasługują na wyróżnienie: "Obca" oraz "Falsyfikat". Każde z ośmiu opowiadań ma jednak dość banalną, przewidywalną fabułę, każde przedstawia bohaterów w sposób powierzchowny i każde tylko zarysowuje historię. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta książka to zbiór szkiców pisarza, spisanych na szybko, niemal na kolanie. Że to tylko luźne pomysły na kolejne powieści. Zamiast skupić się na jednym z tematów i rozbudować go, dopieścić, tak jak przecież Schmitt potrafi, autor nie wiedzieć czemu wolał wrzucić wszystkie do jednego worka. Może Wydawca ponaglał z publikacją kolejnego tytułu? Może gdy jest się już znanym pisarzem, to korzystając z bycia na fali, trzeba zasypywać rynek wydawniczy nowymi książkami z dużą częstotliwością?
A może zwyczajnie będąc już tak sławnym traci się z oczu najważniejszy cel - czytelnika? W poprzednich książkach Schmitt'a, a przeczytałam 15 jego tytułów, zawsze czułam, że jako czytelnik jestem ważna. Wiedziałam, że mnie autor szanuje, prowadzi pewnym krokiem w swój tajemniczy świat, odkrywa kolejne karty i zaspokaja moją ciekawość. Tym razem jednak czułam, że to co czytam, jest kierowane do kogoś innego, kogoś kto siedzi za moimi plecami. Niby autor mówi do mnie, ale wzrok ma skierowany gdzieś indziej. A ja lubię, gdy rozmówca patrzy mi prosto w oczy.
ArtMagda [Adres usunięty]
![]()
