Zapraszam do wspólnej podróży w poszukiwaniu smoków, Feniksa i jednorożców.
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii zainteresowania
| Oprawa: | Twarda |
| Wydawnictwo: | Skrzat |
| Rok wydania: | 2019 |
| Ilość stron: | 128 |
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii zainteresowania
Fabuła: "Hulajnogą przez smoczą wyspę" to opowieść Dominika, o jego podróży na niedostępną Smoczą Wyspę. Mężczyzna z zawodu jest leśnikiem, a z zamiłowania podróżnikiem. I to nie byle jakim! Swoje podróże w dużym stopniu odbywa na hulajnodze! Autor na stronach swojej książki opisuje krok po kroku jak doszło do wyprawy, jak ona się odbyła, jakie przygody przeżył mężczyzna oraz czy udało mu się szczęśliwie wrócić do domu :) I czy nie zjadły go smoki ;)
Moje przemyślenia: Gdy usłyszałam o tej książce myślałam, że będzie to fikcja literacka. Przecież jak można podróżować na hulajnodze w obcym kraju! A jednak :) Opowieść Pana Dominika okazała się niezwykłą przygodą i świetnym spędzeniem wolnego czasu. Aż zaczęłam się zastanawiać czy i ja nie powinnam porzucić samochodu na rzecz innych form transportu oraz zwiedzania :)
Moja ocena: Historia opowiadana przez głównego bohatera jest bardzo ciekawą opowieścią. Czasami śmieszną, a czasami poważną. Jednak niewątpliwie wciągającą. Autor ciekawie opisuje przygody bohatera, dzięki czemu książkę czyta się w ekspresowym tempie. Czas z książką umilają ilustracje oraz zdjęcia umieszczone wewnątrz. Właściwie nie ma ani jednej strony bez grafiki. "Hulajnogą przez Smoczą Wyspę" jest kolejną książką od wydawnictwa Skrzat, którą chętnie będę gościć na swojej półce. Świetne wydanie (gruby papier, twarda okładka, sporo grafiki) sprawia, że już teraz moja córka żywo interesuje się tym egzemplarzem :)
Komu polecam tę książkę? Wszystkim! :) I dzieciom, i dorosłym. Tu na prawdę nie ma ograniczenia wiekowego, bo każdemu ta historia może przypaść do gustu. Idealnym odbiorcą książki byłyby osoby, które lubią podróżować oraz lubią przeżywać przygody związane z nowymi miejscami
Nie mogłam więc się oprzeć i nie przeczytać o podróży w poszukiwaniu smoków – jak obiecał mi autor. Czy je tu znalazłam? W sumie tak, choć wersję mocno skarlałą. Może i kameleon jemeński jest największym przedstawicielem swojego gatunku, ale do smoka mu daleko nawet jeśli przeraźliwie skrzeczy. Choć pewnie w jakiejś jaskini, a tych jest sporo na wyspie, można by było się jego jęków przestraszyć.
Książka za to nakarmiła moją ciekawość po stokroć: nie dość, że spotkałam w niej prawdziwych piratów somalijskich czy zobaczyłam prawdziwą smoczą (wcale nie kameleonową!) krew, to jeszcze wszystko to podane było w bardzo przystępny sposób, ciekawie, z wieloma przygodami, ciekawostkami. Choćby takimi jak ta, że warto w takich miejscach nocować nie na ziemi, a w hamaku, bo może wejść do posłania wąż, jadowity pająk lub… leopard! Bogata w ilustracje i zdjęcia pozycja przykuwa wzrok.
Nie tylko przyroda jest tu ciekawa, ale i ludzie. Spotykamy ich nie tylko jak towarzyszą autorowi jako przewodnicy, ale także jako gospodarze, kupcy czy wreszcie uliczni zawadiacy, niekoniecznie zadowoleni, że jakiś nie-Arab chce np. nosić turban. Przy okazji poznajemy zwyczaje tubylców, ich zachowania, kuchnię czy przekonania. Warto zanurzyć się na chwilę w zupełnie inny świat.
Więcej na [Adres usunięty]
![]()