Pierwsza powieść Fernandy Melchor, wybitnej meksykańskiej pisarki nominowanej do Nagrody Bookera za „Czas huraganów” i „Paradajs”. Brutalny i fascynujący portret miasta wzorowanego na Veracruz, pogrążonego w biedzie, przemocy i korupcji.
Codzienność jest najokrutniejszą rzeczywistością
Portowy mrok spowija wszystko. Andrik, uciekając od przemocowej opiekunki, trafia w ręce sadystycznego oprawcy. Jego przyszywany brat Zahir, napędzany obsesyjną miłością, wyrusza na pomoc, zostawiając za sobą krwawy ślad. Dla dwóch przyjaciół, Pachiego i Vinicio, alkohol, narkotyki i nocne eskapady są sposobem na zagłuszenie traum. Szukają na plaży czegoś, co pomoże im się zatracić, ale nie potrafią umknąć tragedii.
„Fałszywy zając” to mroczna historia o złudnych marzeniach, nieuchronnym losie i cienkiej granicy między miłością a destrukcją. Tytułowy „fałszywy zając” stanowi symbol iluzoryczności marzeń o innym życiu, bez traumy, przemocy i porzucenia. Powieść, po raz pierwszy wydana w 2013 roku, zajęła ważne miejsce w literaturze hispanoamerykańskiej.
Opinie o książce
Sposób, w jaki Fernanda Melchor operuje językiem, stanowi najdobitniejszy dowód jej literackiego mistrzostwa i wynosi ją do grona najwybitniejszych współczesnych prozaików.
Los Angeles Review of Books
W pierwszej książce Melchor ujawnia swoją zdolność do tworzenia opowieści, ale przede wszystkim to, że jej głównym celem jest pisanie w służbie opowiadanej historii.
Ricardo Guzmán, „La Jornada"
Fernanda Melchor sięga po fikcję po to, by opowiedzieć, jak jest naprawdę. Dociera tam, gdzie nie muszą zatrzymać się reporterzy. Wnika w umysły i serca ludzi, wobec których często jesteśmy obojętni. W "Fałszywym zającu" eksploruje umysły młodych mężczyzn, szukając odpowiedzi na pytanie o wszechobecną w Meksyku przemoc. Dla Melchor jej ofiarami są wszyscy - nie tylko kobiety. Książka pod prąd, przeciwko stereotypom i przyzwyczajeniom. Lektura, której wszyscy potrzebujemy.
Wojciech Szot
Być może życie tych dzieciaków mogłoby ułożyć się lepiej, ale na tak trudnej ziemi, jak ta, na której przyszło im dorastać, nie sposób rozkwitnąć. Pragną tego, co każdy – jakiejś miłości, jakiejś przyjaźni, jakiejś przyszłości. Melchor jest bezwzględnie szczera – nie w tej dzielnicy, nie na tych ulicach, nie w tych domach. Język opowieści jest detaliczny, a styl autorki mistrzowski, piękny, lecz niczego nie osładza, nie opromienia. Panuje tu mrok, którego nie da się rozświetlić.
Paulina Reiter, „Wysokie Obcasy”



