Wśród nich znajduje się zagadkowy olbrzym, obdarzony niezwykłą mocą.
Brutalny zabójca, czy ofiara wymiaru sprawiedliwości?
W filmowej adaptacji książki, zrealizowanej jesienią 1999 roku przez Franka Darabonta, główną rolę zagrał Tom Hanks.
| Format: | 11x17,5 cm |
| Wydawnictwo: | Albatros |
| Oprawa: | Miękka |
| Rok wydania: | 2017 |
| Ilość stron: | 414 |
Stephen King
"zielona mila"
"Każdy z nas jest kruchy niczym szkło, nawet w najbardziej sprzyjających okolicznościach"
Cała historia skupia się na murach więzienia Cold Mountain, gdzie przebywa grupka głównych bohaterów, składających się z więziennym strażników oraz więźniów, skazanych na karę śmierci, za dopuszczenie się najgorszych z możliwych zbrodni. Lecz znajdą się inne wątki również ciekawe.
Książka jest podzielona na 6 części, łącznie jest 60 rozdziałów nie są długie dlatego przez książkę się wręcz płynie.
Historia jest napisana w pierwszej osobie i czasem miałam wrażenie, że siedzę obok Paula i słucham jego opowieści.
Stephen jak zawsze, jeżeli chodzi o opisy zaskakuje mnie w pozytywny sposób. Wszystko miało swój wyraz, każdy najmniejszy szczegół więzienia czy popełnionych zbrodni był opisany dokładnie tak jakbyśmy byli na miejscu, mogli to zobaczyć, czy dotknąć.
Dialogi między bohaterami były równie dobrze wyważone nie było ich za mało jak i za dużo. Pojawiały się w idealnym momencie i w takim również kończyły.
Bohaterów jest sporo, głównych oraz pobocznych, ale każdy z nich ma swój odmienny charakter i każdy się różni.
Moje serce skradł Pan Dzwoneczek, był jedyny w swoim rodzaju nie tylko dlatego, że był kim był. Dotrzymywał towarzystwa osadzonym i strażniką, był odniosłam wrażenie ich podporą.
Paul Edgecombe nasz główny bohater.
John Coffey od samego początku go polubiłam.
Tak znajdzie się też tutaj miejsce dla Percy Wetmore tego gościa nie polubiłam od samego początku. Mamy też wiele innych postaci, których nie będę wymieniać, ale każdy albo ich polubi, albo nie, lecz na pewno nie pogobi się w ich ilości, bo autor jak zawsze i z tym sobie poradził. Tutaj wszyscy mają swoje miejsce i pojawiają się w odpowiednich momentach.
Czytając nie potrafiłam się oderwać, chociaż chwilami ciche łzy spływały po policzkach. Chciałam przerwać chociaż na chwilę przez ból który czułam, ale nie potrafiłam nie wiedząc jak zakończy się cała historia.
Empatia autora jest wyczuwalna w dość mocny sposób. Przekazanie tych wszystkich uczuć jakie miał w sobie pisząc książkę jest niewyobrażalna. Czytając książkę odniosła wrażenie, że nią żyje.
Stephen King w każdej przeczytanej prze ze mnie historii zostawia ślad w duszy, sercu i w moich własnych przemyśleniach.
I tak było tym razem. Polecam tym, którzy jeszcze nie czytali, naprawdę warto. ❤️
Mam kilka ulubionych książek, ale jeśli miałbym wybrać tę jedną jedyną to byłaby to „Zielona Mila” Stephena Kinga.
Stephen King (pisze także pod pseudonimem Richard Bachman) urodził się 21 września 1947 w Portland. Jako dziecko był świadkiem nieszczęśliwego wypadku – jeden z jego przyjaciół został potrącony przez pociąg i zmarł. King zanim odniósł sukces jako pisarz pracował, jako nauczyciel języka angielskiego w szkole. W 1973 roku ogromny sukces literacki odniosła jego pierwsza powieść „Carrie”. Od tamtej pory jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie. Jest wielokrotnym zdobywcą Nagród Brama Stokera i British Fantasy Award. W 1999 roku został potrącony przez samochód. Jego obrażenia – wielokrotne złamanie biodra, połamane żebra i uszkodzone płuco – unieruchomiły go w szpitalu na prawie trzy tygodnie. King przez ponad dziesięć lat miał problemy z alkoholem i narkotykami. Jego dwaj synowie - Owen King oraz Joe Hill - są również pisarzami.
Akcja „Zielonej Mili” toczy się w 1932 roku. W USA trwa Wielki Kryzys. Panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje, jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają przestępcy skazani na karę śmierci. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum. Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie - o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę...
Jest coś magicznego w tej książce. I nie mam tu na myśli tylko Pana Dzwoneczka. Stephen King napisał piękną historię, która dzieje się w miejscu, które z pięknem nie ma nic wspólnego – na bloku śmierci.
„Zielona Mila” stawia pytanie o sens istnienia kary śmieci. Czy zawsze jesteśmy stuprocentowo pewni, że osoba skazana jest na pewno winna? Czy siedzący na krześle elektrycznym człowiek, to na pewno morderca? Czy czarnoskóry jest tak samo równo traktowany jak biały? I co zrobić w sytuacji, gdy jesteśmy pewni, że jest ON niewinny? Doskonale to widać w tym fragmencie:
- Zrobiłem w swoim życiu parę rzeczy, z których nie jestem dumny – przyznał się - ale po raz pierwszy czuję, że naprawdę grozi mi piekło.
Przyjrzałem mu się uważnie, żeby sprawdzić, czy nie żartuje. Nie sprawiał takiego wrażenia.
- Co masz na myśli?
- Mam na myśli to, że szykujemy się do zabójstwa daru niebios - odparł - Kogoś, kto nigdy nie zrobił krzywdy ani nam, ani nikomu innemu. Co mam powiedzieć, kiedy stanę przed obliczem Boga wszechmogącego, a On zapyta, dlaczego to zrobiłem. Bo taka była moja praca? Moja praca?
Autor stworzył bardzo wyraziste postacie. Mamy wyraźny podział na dobrych i złych strażników więziennych. Czterech z nich to wzorowi pracownicy, których łączy prawdziwa, męska przyjaźń. Wszystkich skazanych traktują z szacunkiem, pomimo okrutnych zbrodni, za które odsiadują wyrok. Jedynym złym jest Percy Wetmore, spokrewniony z rodziną gubernatora sadystyczny strażnik, któremu przyjemność sprawia zadawanie cierpienia innym. Podobnie wygląda sytuacja z więźniami. Tak naprawdę jedynym czarnym charakterem jest Billy „Kid” Wharton, chociaż dzięki jego nienawiści do Percy’ego możemy i jego polubić. Pozostali skazańcy wzbudzają w nas sympatię, do tego stopnia, że gdy któryś z nich idzie Zieloną Milą, coś nas ściska za gardło. A moment śmierci Johna Coffeya, to już zupełny wyciskacz łez.
Mówiąc o tej książce nie wolno zapominać o genialnej ekranizacji w reżyserii Drabanta z 1999 roku z Tomem Hanksem w roli głównej.
„Zielona Mila” zarówno, jako książka i jako film to dzieła absolutnie doskonałe. Za każdym razem, gdy ją czytam albo oglądam film to płaczę jak bóbr. I zaryzykuję stwierdzenie, że zdecydowanej większości z Was też się łezka w oku zakręci. Powieść jest doskonałym przykładem tego, że Stephen King potrafi pisać nie tylko horrory, a jego nazwisko nie jest przypadkiem – dla mnie jest Królem literatury. Polecam każdemu – nie zawiedziecie się.
Opinia pochodzi z mojego bloga: [Adres usunięty]
cudowna wzruszająca pokazująca że człowiek może być wielki muskularny i wygladac groznie a tak naprawde nie musi byc winny i moze byc prawdziwym cudem
Polecam!! Zapewne większość osób oglądała film. Uważam, że idealnie przedstawia on klimat, który oddaje książka.
Można łatwo znaleźć pewne różnice, ale nie są one znaczące.
Cześć, cześć 🖐🏻
Jak to u Was jest 🤔 Najpierw czytacie daną powieść, a potem oglądacie film na jej podstawie, czy jednak wolicie pooglądać film, a potem przeczytać lekturę?
A kto z Was oglądał adaptację filmową książki Stephena Kinga "Zielona mila"?
Jeśli chodzi o mnie, to bywa różnie. Czasem czytam książkę, a potem oglądam film, ale przeważnie najpierw oglądam film, a potem czytam daną powieść, albo i nie. To wszystko zależy od wielu czynników 😅
Jeśli chodzi o film "Zielona mila" to go oglądałam dość dawno temu, ale pamiętam go od A do Z. Bardzo ujął mnie za serce i właśnie po nim stwierdziłam, że czas sięgnąć po lekturę Mistrza grozy. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda z twórczością Stephena Kinga 😁 A teraz miałam przyjemność sobie odświeżyć tę powieść! 😁
⭐RECENZJA⭐
W więzieniu Cold Mountain znajdują się więźniowie, którzy czekają na wyrok kary śmierci i pilnujący ich strażnicy. Wśród tych ludzi znajduje się brutalny morderca, który dopuścił się okrutnych rzeczy. Ale również czarnoskóry mężczyzna, który jest ogromny, i mogłoby się wydawać, że będzie straszny, ale tak nie jest. Obdarzony jest niezwykłą mocą. Co łączy agresywnego zbrodniarza z czarnoskórym olbrzymem? Tego próbuje się dowiedzieć klawisz. Czy to mu się uda?
❔❕
Stephen King zapewne jest wszystkim znany. Jego książki wzbudzają kontrowersje i dzielą czytelników. Jednym jego lektury się podobają, innym nie. Ja jestem z tych, którzy lubią jego pióro i od czasu do czasu sięgam po jego powieści. Historia w ów książce "Zielona mila" zakrawa momentami na szok i niedowierzanie, a brutalność poprzez ludzki czyn jaki z niej "wypływa" może powodować, że serce się kraje. Brutalna zbrodnia, która jest tutaj opisana, powodowała ciarki na moim ciele. Pisarz nie ominął żadnego szczegółu, wszystko było skrupulatnie opisane, ale zarazem wyważone. Główny bohater mierzy się z darem, który na pierwszy rzut oka może wydawać się błogosławieństwem, jednak okazuje się, że jest to przekleństwo. Wszystkie postacie są świetnie wykreowane i nie brakuje im niczego. Poznajemy dogłębnie historię najważniejszych bohaterów, chociaż na moje oko każdy jest tutaj ważny i coś wnosi. Cała fabuła naprawdę może się podobać, mimo krzywdy, która tutaj się dzieje. Według mnie jest to najlepsza powieść autora, która daje wiele do myślenia i skłania czytelnika do refleksji. Polecam z całego serca! 😁🖤
❕❔
Za egzemplarz książki do recenzji dziękuję @wydawnictwoalbatros 🖤
❔❕
OSTATNIA MILA
Znowu zdecydowałam się porwać z motyką na słońce i zrecenzować nie tylko bestseller i hit kinowy, ale również jednego z moich ulubionych autorów. Podobnie, jak przy „Igrzyskach Śmierci”, jestem pełna obaw, czy podołam temu zadaniu. Jednak decyzja została podjęta, klamka zapadła, a pierwsze słowa tego tekstu już przelane na papier.
„Zielona mila” Stephena Kinga to powieść ponadczasowa, a zarazem wyjątkowa. Jest wyjątkowa tak bardzo, że można o tym zapomnieć oglądając po raz enty adaptację filmową. To przytrafiło się mi i jest moim grzechem przeciwko tej niezwykłej książce. Na początku muszę podzielić się ciekawostką, o której nie miałam pojęcia. „Zielona mila” była wydawana w tak zwanych „odcinkach”, w typowym dla Dickensa stylu. I choć King miał przed sobą nie lada wyzwanie i dylemat, podołał temu zadaniu wzorowo.
Paul Edgecombe i John Coffey to nadrzędni bohaterowie powieści. Pierwszy z nich jest głównym strażnikiem bloku E w więzieniu Cold Mountain, a drugi skazańcem, zesłanym na tenże blok za okrutną i niewyobrażalną zbrodnię. Narratorem „Zielonej mili” jest Paul, który obecnie przebywa w domu opieki społecznej. Po sześćdziesięciu latach postanowił opisać wydarzenia z roku 1932. Wydarzenia, które na zawsze go odmieniły.
Gdy wraca pamięcią do tamtego okresu, dowiadujemy się, że przechodził ostrą infekcję dróg moczowych. Pewnego dnia czarny jak smoła i wielki niczym dąb, John Coffey prosi go, aby wszedł do jego celi. Mimo cichego głosu rozsądku, aby tego nie robił, Paul Edgecombe decyduje się na ten skrajny krok. Jak się okazuje to bardzo dobra decyzja, bo zaledwie kilka minut później, gdy opuszcza celę skazańca, nie dręczy go już infekcja. John Coffey jakimś cudem (bo przecież musiał być to cud!) zdołał go uzdrowić. Na kartach tej powieści John dokona tego cudu jeszcze dwukrotnie.
Wraz z Paulem na bloku E pracują jego zaufani pracownicy – Brutus, Dean i Harry, ale również brutalny i niepojętny Percy Wetmore, którego koneksje doprowadziły do zajęcia stanowiska, do którego w ogóle się nie nadaje. Na bloku, oprócz Johna Coffeya, swoje cele zajmują Edward Delacroix i William Wharton. Czekając na swój dzień, kiedy przejdą zieloną milą w stronę szopy, w której Stara Iskrówa odbierze im ostatnie tchnienie, czas im pozostały spędzają w różny sposób. John wylewa wielkie jak groch łzy i wciąż ma poczucie, że dopóki żyje musi pomagać innym, bo przecież to właśnie robi. Delacroix tresuje swoją cyrkową mysz, niezwykłego Pana Dzwoneczka, a „Dziki Bill” Wharton zatruwa wszystkim dookoła życie.
Kiedy przychodzi dzień, w którym każdy z nich przechodzi zieloną milę, ostatnią milę w swoim życiu, każdy z nich przebywa ją inaczej. Jednak tylko John Coffey, którego nazwisko brzmi jak napój, ale inaczej się pisze, przechodzi ją jako ktoś nieodmieniony, ktoś kim był od zawsze. To ON jest osobą, która odmienia życie innych, nie na odwrót. John Coffey jest ukazany w iście mesjańskim guście, ale nieprzesadzonym, dobrym tonie.
„Zielona mila” postawiła przede mną pytanie, na które wolę nie udzielać odpowiedzi: „Dokąd zmierzasz?” Tak już jest, że nie lubimy myśleć o tym, co nieuniknione, tkwiąc w codzienności, niczym pale w słonym morzu. Naiwnie wierząc, choć przecież nikt nie mówi tego wprost, że mi się uda, że to ja jestem nieśmiertelny. A przecież to totalna bujda. Kruchość naszych ciał i dusz jedynie to potwierdza. Przecież kiedyś wszyscy w końcu staniemy pośrodku zielonego linoleum i będziemy musieli odbyć naszą ostatnią podróż w życiu. Przebyć tę ostatnią milę. I jedno wiem na pewno - tylko od nas zależy, czy przejdziemy ją jako John Coffey czy William Wharton.
[Adres usunięty]
Paul Edgecombe to strażnik więzienny pracyjący wśród skazanych na karę śmierci więźniów. Tytułowa Zielona Mila to dywan, po ktorym skazańcy kroczą do pomieszczenia z krzesłem elektrycznym. Paul wiedzie zwyzajne życie do momentu, w którym w więzieniu nie pojawia się on. Olbrzymi i nad wyraz spokojny John Coffey aresztowany za gwałt i zabójstwo na dwóch dziewczynkach. John Coffey, który nie tylko wydaje się byc niewinny, skazany na śmierć przez pomyłkę, to na dodatek jest posiadaczem niezwykłych mocy...
Połowa lat 90 była dla Kinga jednym z najgorszych okresów literackich. Po świetnej "Dolores Claiborne" zaczął wydawać co raz gorsze pwoeiści z jedną z nasłabszych w swej karierze "Brzsennością" na czele. Tym bardziej cieszy więc fakt, że "Zielona mila" to taka zielona wysepka na tej pustyni twórczej posuchy (która potem ciągnęła się dalej w takich ksiązkach jak "Desperacja" czy czwarty tom "Mrocznje Wieży"). I to wysepka aż bijąca po oczach soczystą zielenią.
To co w "mili" stworzył Król, można śmiało nazwać jedną z najlepszych powieści w jego karierze, co przy jego ponad 50 tomowej bibliografi jest faktem znaczącym. Powieść kryjąca się pod tym tytułem to znakomicie i lekko napisana historia, pełna wzruszeń i emocji znanych z najbardziej cenionych dokonań Kinga. To nie jest horror, ba!, nawet fantastyki jest tam nie wiele, ale jak już wilokrotnie pisałem, siłą książek Stephena są wątki obyczajowe, a czymże innym jest "Mila..." jak nie powieścią obyczajwą? Powięścią stawiającą zarazem filozoficzne pytanie: Czy człowiek mógłby zabić kolejnego Mesjasza?
Nie brak więc dylemaótw moralnych i niewygodnych kwestii. Nie brak też sensacji i akcji, a i elementy grozy też znajdą dla siebie miejsce. Dostaejmy więc kolaż Kingowych motywów złożonych w smakowite danie, do którgo chętnie chce się wrócić. A na deser dostajemy pewną nowość w postaci praktycznie braku powiązań z innymi powieściami Króla.
Minusy? - zapytacie. Niestety są. A właściwie jest, bo mowa tu o jednym zasadniczym minusie: powtrókowości. Cała fabuła, jeśli dojść do jej sedna, to kopia "Skazanych na Schawshank", z takimi samymi rozwiązaniami fabularnymi (choć nie do końca). Taka sama, jaką dla "Misery" była "Gra Geralda". Ale cóż to za mnus na tle wspomnianych już plusów, prawda?
A co jeśli ktoś oglądał film? Co może mu zaoferować powieść? Może nie inne zakończenie, może nie masę zaskoczeń, ale na pewno mnóstwo emocji, które film spłycił i mnóstwo opowieści o innych więźniach (wcale nie mniej wzruszających), na które w filmie po prostu nie było miejsca.
I moja rada na koniec: kto nie czytał, niech żałuje i jak najszybciej nadrobi ten błąd. W końcu powieśc w wersji kieszonkowej (ponad 500 stron) można kupić za ok 15zł a to bardzo niska kwota. Szczególnie jak na taki tytuł.
Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Stephen King jest jednym z najwybitniejszych współczesnych autorów. „Zielona Mila” natomiast jest jedną z jego najlepszych powieści. To historia, którą każdy powinien poznać. Ta książka przeczytana raz, zostanie z Tobą na zawsze.
Czy zastanawiasz się czasem nad słusznością kary śmierci? W czasach, gdy po świecie błąka się tylu potrzebujących, utrzymujemy dożywotnio gwałcicieli, pedofilów, morderców, terrorystów i całą masę innych potworów w ludzkiej skórze. Ci ludzie w więzieniu mają dostęp do wiedzy i edukacji, o której niektóre dzieci nawet nie śnią. Jednak skąd pewność czy popełnili czyny, za które ich osądzono i skazano. Więzienia są przecież pełne niewinnych.
Paul Edgecomb nie ma wątpliwości. Jest naczelnym klawiszem w bloku E w więzieniu stanowym w Cold Mountain. Nadzoruje więźniów w celach śmierci. Paul nie zadaje pytań. Wierzy w wymiar sprawiedliwości i system, dzięki któremu jego podopiecznym udowodniono winę. Paul nie ma więc żadnych wątpliwości, gdy sadza więźnia na krześle elektrycznym. Dopóki na blok E nie trafia John Coffey – wielki jak drzewo Murzyn o wiecznie załzawionych oczach.
„Zielona Mila” jest powieścią wielowarstwową. Porusza nie tylko kwestię kary śmierci, ale też dyskryminacji rasowej. W latach trzydziestych czarni częściej trafiają na krzesło niż biali. John Coffey został osądzony między innymi przez swój kolor skóry. Czy biały mężczyzna dostałby taki sam wyrok na podstawie tych śmiesznych dowodów? Hammersmith, dziennikarz, który opisywał jego sprawę porównuje Johna do kundla, który zaatakował jego syna. To chyba najlepiej opisuje stosunek białych do Afromerykanów. King wkracza też na trochę grząski grunt zadając pytanie: Dlaczego Bóg pozwala na te wszystkie straszne rzeczy, które spotykają dobrych ludzi? Paul nie znalazł na nie odpowiedzi. Ja też.
Świat jest pełen sprzeczności i niewytłumaczalnych zdarzeń. Są wśród nas ludzie, którym radość daje sprawianie innym cierpienia. Są też tacy, którzy z godnością traktują nawet myszy i morderców. John Coffey był jak gąbka, która wchłania ból całego świata. Jednak nawet tak duży człowiek jak ON nie mógł pomieścić aż tyle cierpienia.
Wszyscy czytelnicy książki piszą o filmie, choć jedno i drugie wywołuje calkowicie inne odczucia, dlatego ja nie będę porównywać filmu do książki lub odwrotnie. Nie będę też pisać co jest lepsze. Skupmy się zatem na książce. Po przeczytaniu książki "Zielona Mila" niespodziewanie zapragnąłem zamknąć się w pokoju, aby przezwycieżyć gniew i rozdrażnienie. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i skłoniła mnie do refleksji.
Bohaterowie książki, to więźniowie oczekujący na wykonanie kary śmierci na krześle elektrycznym, oraz pilnujący ich strażnicy. Poruszył mnie bardzo moment śmierci, złej śmierci Eduardo Delacroix, Francuza z Luizjany. Widzę jeszcze oczami wyobraźni jego spaloną twarz i stopione, wypływające oczy oraz swąt spalonej skóry. Ta śmierć zapadła mi w pamięć i chyba na długo w niej pozostanie.
Po mistrzowsku opisane uzdrowienia ludzi przez Johna Coffeya, więźnia, o wiecznie załzawionych oczach obdarzonego niezwykłą mocą. Ta opowieść S. Kinga bardzo różni się od wszystkich innych. Opowiadanie nie należy do tych, które można łatwo ocenić tak, by nie zdradzać treści, więc polecam wszystkim, aby sięgnęli po książkę i sami przeżyli wszystko wraz z bohaterami "Zielonej Mili".
Jeśli oglądaliście film „Zielona mila” z Tomem Hanksem to pewnie, podobnie jak ja uważacie, że to jeden z tych kultowych obrazów, który każdy powinien choć raz w życiu obejrzeć. Ja pójdę jednak dalej, bo uważam, że książkę Stephena Kinga, na podstawie której film powstał również powinien przeczytać każdy z nas. W tej powieści Autor postrzegany jako mistrz grozy udowadnia, że potrafi równie mistrzowsko poruszać serca czytelników.
Autor zabiera nas do miejsca, do którego nikt z nas nie chciałby trafić, w którym każda minuta jest odliczaniem do śmierci. Do więziennych cel bloku E, w których osadzono skazańców oczekujących na egzekucję. I „Zielona mila” jest wstrząsającą, szalenie emocjonalną podróżą przez ten wyłożony zwykłym, zielonym linoleum korytarz śmierci. Podróżą, która uderza jak cios pięścią w żołądek, wyciska łzy, budzi gniew i paradoksalnie odrobinę nadziei. Autor, przeplatając elementy brutalnego realizmu z nutą nadprzyrodzoną, tworzy niezwykle poruszającą opowieść o dobru i złu, winie i niewinności, a także o tym, jak system sprawiedliwości może zawieść.
"Zielona Mila" pierwotnie ukazywała się w formie odcinków, co potęgowało napięcie wśród pierwszych czytelników. Dziś możemy pochłonąć całą historię naraz, lecz nie oznacza to, że emocje są mniej intensywne. Wręcz przeciwnie, od pierwszych stron zanurzamy się w surowy świat korytarza śmierci, a jego atmosfera towarzyszy nam do samego końca.
Narratorem powieści jest Paul Edgecombe, strażnik bloku E, człowiek obdarzony empatią nawet wobec tych, których inni nazywają bestiami. Jego spojrzenie wstecz jest pełne refleksji zarówno jako mężczyzny, który przez lata patrzył na wykonywanie kary śmierci, jak i starszego człowieka, który powraca do wspomnień. To sprawia, że historia ma niezwykły, melancholijny wydźwięk.
Największe emocje jednak budzi postać Johna Coffeya, olbrzymiego mężczyzny o umyśle dziecka, skazanego za gwałt i zamordowanie dwóch dziewczynek. Jego delikatność, prostota i niezwykłe zdolności sprawiają, że od pierwszych chwil czujemy, że jego historia jest bardziej skomplikowana, niż sugeruje wyrok. Sceny z jego udziałem są pełne smutku i wzruszenia. Jego wyjątkowość, ale i nieuchronny los sprawiają, że trudno pogodzić się z brutalnością systemu, w którym prawda i sprawiedliwość nie zawsze idą w parze.
W więzieniu spotykamy różnych skazańców. Od groteskowego Francuza Delacroix z oswojoną myszą Panem Dzwoneczkiem, po psychopatycznego Williama Whartona. Jednak to nie tylko więźniowie budzą emocje, równie wielkie napięcie wywołuje Percy Wetmore, strażnik, którego okrucieństwo i brak empatii sprawiają, że nienawiść do niego rośnie z każdą stroną. King pokazuje tym samym, że zło i dobro nie są przypisane do cel ani do stanowisk, a potwory można znaleźć zarówno w więziennym uniformie, jak i w nieskazitelnej strażniczej koszuli.
Ta powieść nie tylko obnaża to, co dzieje się za więziennym murem i ukazuje niehumanitarny, bulwersujący proces egzekucji, ale przede wszystkim opowiada o ludziach, ich słabościach, wyborach i o tym, jak czasem niesprawiedliwość może być silniejsza niż prawda. King buduje napięcie jak kat powoli ostrzący topór. Każda strona przybliża nas do nieuniknionego. Ale to nie samo zakończenie wstrząsa najbardziej, a świadomość, że ta historia zostanie w nas na długo, zostawiając moralnego kaca, którego nie sposób zagłuszyć.
Wg mnie najlepsza powieść Stephena Kinga. Ekranizacja jest świetna, jednak książka stoi na jeszcze wyższym poziomie. Szczególnie dzięki większej szczegółowości wątków. Sugestywność opisów, szczególnie tych makabrycznych, przerasta filmowe odwzorowanie. Komunikacja pomiędzy bohaterami w powieści także jest znacznie wyrazistsza. W filmie ocenzurowano lub pominięto niektóre zwroty, które na długo zapadają w pamięć. Bardzo ciekawa historia z wątkiem fantastycznym, jak to u Kinga. Czyta się doskonale, nawet gdy już widziało się wersję filmową. Moim zdaniem pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika współczesnej literatury popularnej.
Najlepsza książka jaką czytałam bardzo fajna polecam
Paul Edgecombe jest strażnikiem w więzieniu Cold Mountain na bloku E, gdzie umieszczona jest Stara Iskrówka - krzesło elektryczne, na którym zakończyło żywot wielu skazańców. Strażnicy swój blok nazywają Zieloną Milą. Nazwa wzięła się od zielonego linoleum, jakim wyłożona jest podłoga. Na blok E trafia wielki Murzyn o załzawionych oczach, John Coffey. Skazany został za morderstwo i gwałt na dwóch małych dziewczynkach.
Akcja powieści toczy się w XX wieku. Bohater opowiada o sobie, o tym, co go spotyka w teraźniejszości, ale częściej wraca do tego, co go spotkało kilkadziesiąt lat wcześniej. Paul Edgecombe poprzez pisanie próbuje uporać się z przeszłością. Przebywając w domu spokojnej starości Georgia Pines, opisuje historię Johna Coffeya. Robi rachunek sumienia, ciągle zadając sobie pytanie, czy dobrze postąpił, czy też zostanie za to przez Boga potępiony.
Powieść Kinga porusza wiele ważnych kwestii, obok których nie można przejść obojętnie. Poznajemy historię więźniów, skazańców, czekających na pewną śmierć na Starej Iskrówce. Ich zachowania są różne. Jedni cierpliwie i ze spokojem czekają na śmierć, inni próbują uprzykrzyć życie "klawiszom", dobrze się przy tym bawiąc. Podczas lektury musi pojawić się pytanie: czy kara śmierci jest dla nich odpowiednim wyrokiem? A co, jeśli ktoś zostanie stracony, choć jest niewinny? Jeśli straci życie za coś, czego nie zrobił? Czy da sie to zmienić? Tak właśnie jest z Johnem Coffeyem. Wszystkie fakty, które Paul odkrył, prowadząc prywatne śledztwo, wskazują, że nie zabił tych dziewczynek. Jak w takim razie wykonać na nim karę śmierci? Bo przecież nic nie można zrobić, wyrok został wydany, trzeba go wypełnić. Jak dalej z tym żyć?
Oprócz kary śmierci King porusza kolejny niełatwy temat, jakim jest rasizm. Ewidentnie widać, że Murzyn, którego posądzono o zbrodnie, nie ma szans aby mógł udowodnić swoją niewinność. Można odnieść wrażenie, że pośrednio to właśnie za kolor skóry John został od razu skazany. Być może gdyby na jego miejscu był biały człowiek, po interwencji Paula ponownie rozpoczęto by śledztwo aby wyjaśnić wątpliwości. Ale w przypadku Murzyna? Szkoda czasu.
Zielona Mila Kinga jest dziełem wyjątkowym. Jednak warto pamiętać, by w tym wypadku przed obejrzeniem filmu koniecznie sięgnąć po książkę! Odwrotna kolejność odebrać może odbiorcy część przyjemności z lektury i wpłynąć na ocenę obu dzieł. Szczególnie powieści Stephena Kinga.
![]()