Wybacz mi jest pierwszą częścią cyklu Bieszczadzka Rapsodia.
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii obyczajowa lub z serii Bieszczadzka Rapsodia
| Seria: | Bieszczadzka Rapsodia |
| Wydawnictwo: | Szara Godzina |
| Oprawa: | Miękka |
| Rok wydania: | 2018 |
| Ilość stron: | 288 |
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii obyczajowa lub z serii Bieszczadzka Rapsodia
Jestem sierotą porzuconą przez obojga rodziców.
Niezaprzeczalnym faktem jest, że dla każdej dziewczynki, nastolatki i młodej kobiety wkraczającej w dorosłe życie, to matka jest osobą, która pokazuje córce świat, wspiera, służy radą i pociesza. Jest przy swoim dziecku, kiedy to przeżywa swoje sukcesy, porażki, pierwsze miłości i rozczarowania. Niestety nie każdemu dziecku jest dane dorastać, czując rodzicielskie ciepło.
Emilia Grzegorzewska, główna bohaterka powieści Karoliny Klimkiewicz „Wybacz mi” nie zna swojej biologicznej matki. Dwudziestopięcioletnia dziś kobieta przez całe życie dorastała w poczuciu odrzucenia i samotności wychowywana przez ojca i jego drugą partnerkę. Młoda kobieta porzucona przez matkę jako dziecko nigdy nie poznała prawdy o tym, dlaczego ta ją zostawiła. Od ojca niestety się tego nie dowie, ponieważ dla niego osoba Matyldy i wszystko, co jej dotyczy, jest tematem tabu. Nie trudno się domyślić, że w głowie dziewczyny kłębią się miliony pytań bez odpowiedzi oraz trawiące serce i duszę przeświadczenie, że kobieta nigdy jej nie kochała i dlatego odeszła. Poczucie osamotnienia i odrzucenia potęguje dodatkowo zdystansowanie i oziębłość ze strony ojca.
„Mama mnie porzuciła, ale przynajmniej czułam jej obecność. Ojciec był, ale tak jakbym nigdy go nie miała. To było najgorsze. Czułam się niczym sierota zostawiona przez obojga rodziców.".
Jeden dzień 25-tych urodzin Emilii szykuje dla dziewczyny niezwykłą niespodziankę. Otrzymuje od matki list, w którym ta po latach prosi córkę o spotkanie. Przepełniona nadzieją na to, że wreszcie pozna matkę, która przez tak wiele lat była tylko wytworem jej wyobrażeń i pozna prawdę o przeszłości swojej rodziny, a także zada jej jedno najważniejsze dla niej pytanie „Dlaczego”? - Emilia, bez wahania wyrusza na drugi koniec Polski w Bieszczady.
Prawda, z jaką musi się zmierzyć, odkrywając tajemnice, jest tak szokująca i trudna, że Emilia czuje się zagubiona i przytłoczona.
Oczywiście nie zdradzę Wam, w czym rzecz, ale będzie musiała wiele przemyśleć, skonfrontować się z własnym cierpieniem i rozpaczą.
Kreując postać i perypetie głównej bohaterki swojej najnowszej książki, autorka szczególny nacisk kładzie na to, jak ogromne piętno na życie dorosłego człowieka ma dorastanie bez rodzicielskiej miłości.
Kiedy Emilia zjawia się w pensjonacie „Odskocznia” w Bieszczadach, los daje jej szansę na to, by wreszcie poczuć się docenianą, podziwianą i kochaną. Niestety dziewczyna nie potrafi uwierzyć w trwałość i piękno tego uczucia. Odtrącona w dzieciństwie przez tych, którzy powinni ją kochać i chronić jest pełna obaw, że kiedy tylko pierwsze zauroczenie przeminie i hormony przestaną dawać o sobie znać, po raz kolejny zostanie odtrącona i pogrąży się w samotności.
Dla naszej bohaterki ta daleka podróż będzie również niezwykłą lekcją życia. W zaledwie kilka tygodni będzie musiała dokonać bardzo trudnych wyborów i zawalczyć o siebie. Odbędzie przyspieszoną naukę bezcennych wartości życiowych, których w bardzo poruszający i chwytający za serce sposób udzieli jej, ktoś dla niej wyjątkowy.
Choć naprawdę współczułam bohaterce tego, co przeżyła oraz sytuacji, w której się znalazła, zdaję sobie sprawę, że nie u każdego czytelnika jej postać wzbudzi sympatię. Choć mamy dwudziesty pierwszy wiek, to Emilia zachowuje się jak zagubiona dobrze ułożona panienka, która podporządkowuje się nieustannie woli innych, nie ma własnego zdania i zawsze stara się być grzeczna i miła dla wszystkich. Z biegiem czasu, kiedy poznajemy powody, które ukształtowały dziewczynę tak, a nie inaczej w pewnym stopniu staramy się ją rozumieć i tłumaczyć, jednak ja sama, uważam, że nawet tak bolesne doświadczenia życiowe nie usprawiedliwiają wszystkich zachowań bohaterki.
„Wybacz mi” to poruszająca i refleksyjna historia o życiu, które często wymaga od nas poświęceń w imię dobra wyższego. To także opowieść o miłości i wybaczaniu. Na jej kartach czytelnik odnajduje obraz miłości w różnych jej aspektach. Miłość matki do dziecka, miłość kobiety do mężczyzny, miłość niespełnioną.
Autorka uświadamia nam, że dopóki nie rozliczymy się z przeszłością i nie zaakceptujemy jej, wybaczając nie tylko innym, ale również sobie, nie będziemy gotowi na to, by rozpocząć nowy etap w naszym życiu. Niestety musimy być świadomi tego, że często jest to bardzo trudne i wymaga czasu.
Jak powszechnie wiadomo, każdy medal ma dwie strony. Tak samo każda historia nie będzie w pełni opowiedziana, jeśli nie poznamy jej z punktu widzenia osób, których ona dotyczy. Wspominam o tym, dlatego że za bardzo istotny atut tej książki uznaję zastosowany przez autorkę zabieg podzielenia fabuły na rozdziały, w których najbardziej zaangażowane w wydarzenia opisane na kartach powieści osoby opowiadają o nich z własnej perspektywy, dzieląc się jednocześnie z czytelnikiem odczuciami, jakie one w nich wywołały.
Ponadto fabuła podzielona jest również na dwie perspektywy czasowe. Czasy współczesne oraz okres, kiedy matka Emilii była młodą dziewczyną. Połączenie tych elementów układanki tworzy wciągającą historię, którą czytałam z ogromną ciekawością.
Karolina Klimkiewicz oddała w ręce swoich czytelników książkę, którą czyta się niezwykle lekko i przyjemnie, ale na pewno jeszcze na długo po jej przeczytaniu nie będziecie w stanie przestać o niej myśleć. Tym bardziej że zakończenie książki sprawia, że chce się więcej, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co jeszcze autorka przygotuje dla Emilii i pozostałych bohaterów swojej książki. Na szczęście, wszystko wskazuje na to, że będzie kolejna część, na którą ja czekam z niecierpliwością.
Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Szara godzina, za co bardzo dziękuję.
[Adres usunięty]
„Wybacz mi” otwiera cykl „Bieszczadzka rapsodia”, jednak nie jest to pierwsza powieść Karoliny Klimkiewicz. Miałam przyjemność jakiś czas temu przeczytać i zrecenzować „Jeśli tylko...” i do dzisiaj tamtą lekturę wspominam bardzo ciepło, wciąż zadziwia mnie lekkość, z jaką autorka podchodzi do Czytelnika. Jeśli ktoś z Was nie zna jeszcze jej twórczości, musicie to nadrobić – mówię to już na starcie, a to coś musi znaczyć!
„[…] miłość niedojrzała powiada Kocham cię, bo cię potrzebuję, natomiast dojrzała mówi Potrzebuję cię, bo cię kocham”.
Nowa powieść – nowy temat, jednakże nie oznacza to, że nie wypada tak samo dobrze jak i poprzednia. Tym razem fabuła skupia się na relacji dwudziestopięcioletniej Emilii ze swoją matką, która porzuciła ją, gdy dziewczyna miała dwa latka. Młoda kobieta wyrusza jej na spotkanie aż w Bieszczady, ale to, co ją tam spotyka, przechodzi jej najśmielsze oczekiwania.
„Dopóty nie jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka, dopóki nie poznamy jego granic dzięki kłótni. Tylko stojąc na rozżarzonych węglach, wiemy, ile jesteśmy warci i z kim mamy do czynienia”.
Czytelnik zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, które rozgrywają się współcześnie jak i ponad dwadzieścia lat wcześniej. Cały ten pozorny chaos ma na celu ukazanie motywacji Matyldy – matki Emilii – i uświadomienie, że nic w życiu nie musi być takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Pod maską niewierności bądź nieuczciwości może kryć się wielkie cierpienie, a pozorny egoizm wcale nie musi nim być. Na przykładzie bohaterów bardzo wyraźnie widać również, jak niedostatek matczynej miłości (lub ogólnie rodzicielskiej) może skutkować w dorosłym życiu dziecka – brak umiejętności obdarzenia drugiego tym uczuciem, przekonanie, że nie jest się w stanie tego uczynić. Można by tutaj wymieniać jeszcze wiele innych przykładów, ale chodzi o to, by zrozumieć i zastanowić się nad tym problemem, ponieważ raz podjęte decyzje mogą prowadzić do poważnych konsekwencji w życiu potomstwa i prawdą jest to, że postanowienia rodziców wpływają na losy ich dzieci – czasem nawet dopiero po wielu latach widać konsekwencje, jednak one się pojawiają.
„Odwaga polega na akceptacji samego siebie, własnych słabości, ułomności oraz emocji, tych dobrych i tych złych. Nie na ich wypieraniu, nie na walce z nimi. Na pogodzeniu się z tu i teraz. Jeśli je zaakceptujemy, będziemy w stanie coś zmienić, podążyć dalej w zgodzie ze sobą, z własnym ciałem i duszą. A strach? On zniknie, bo jego miejsce zajmie świadomość słuszności czynów”.
„Wybacz mi” to książka wielowymiarowa – ukazuje nie tylko relację matki z córką, ale i zestawia ze sobą ludzi o różnych charakterach, pokazuje, co może się zdarzyć, jeśli ktoś zapragnie ujarzmić drugą osobę o ognistym temperamencie. O tej powieści można pisać, ale najlepszym wyjściem będzie po prostu ją przeczytać oraz chociaż chwilę poświęcić na zastanowienie się nad swoim dotychczasowym życiem, relacjami z innymi, nad tym czego pragniemy i oczekujemy od losu. Pozwólcie sobie na ten moment refleksji i sięgnijcie po „Wybacz mi”. Nie pożałujecie.
[Adres usunięty]
Dotychczas nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Karoliny Klimkiewicz, ale spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat jej pierwszej książki. To Sylwia czytała i recenzowała poprzednią powieść autorki, natomiast mi w udziale przypadła najnowsza Wybacz mi. Przekonamy się, czy pani Karolina trafiła również w mój gust.
„W dniu urodzin Emilia otrzymuje zagadkowy list od swojej matki. Kobieta porzuciła córkę, gdy ta miała niespełna dwa latka. Od tego czasu dziewczyna żyje w przeświadczeniu, że była niekochana. Ciężar, jaki nosi w sercu, wypalił głębokie piętno.
Gdy otrzymuje prośbę o spotkanie, nie waha się, by rozliczyć matkę, która zabrała jej to, co najcenniejsze – poczucie miłości. Bieszczady jednak skrywają więcej tajemnic, niż Emilia mogła przypuszczać. Okazuje się, że nic nie jest oczywiste.
Czy będzie w stanie wybaczyć mamie oraz… sobie?”
Emilia to bohaterka, która przez całe swoje życie nosi w sobie rany, które są konsekwencją porzucenia przez matkę. Wyjazd w Bieszczady na prośbę tejże matki przekształca się w ciąg niespodziewanych zdarzeń, które zmieniają życie Emilii. Każda z osób, które spotyka na miejscu, okazuje się, w jakiś sposób powiązana z jej matką, każda z nich kryje jakieś tajemnice, które przyjdzie odkrywać Emilii.
Wybacz mi to historia, która niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny. Pokazuje jak niebagatelny wpływ na nasze życie, ma to, czego zaznaliśmy w dzieciństwie. W wypadku Emilii odrzucenie przez matkę spowodowało utratę wiary w siebie i liczne problemy w nawiązywaniu relacji między ludzkich. Dziewczyna jednak próbuje dociec, co kierowało postępowaniem matki, odkryć wszystkie sekrety i tajemnice z nią związane. Czy odpowiedzi na pytania, które zadawała sobie przez całe życie, pomogą jej otworzyć się również na miłość?
„Jak ktoś, kto nigdy nie doznał miłości ani od matki, ani od ojca, może otrzymać ją od całkiem obcej osoby? Nie może. To niemożliwe. Miłość nie istnieje. To mrzonki dla dzieci, dla kobiet, żeby je rodziły, żeby chciało im się prać brudne gacie faceta, i dla mężczyzn, żeby chodzili do pracy i łożyli na jedną rodzinę. Chodzi o przedłużenie gatunku, o seks i kasę. Tylko o to. Zawsze”.
Autorka przemyciła w tej powieści wiele cennych refleksji o życiu. Proste mądrości życiowe, z których każdy z nas może wyciągnąć jakieś wnioski dla siebie. Karolina Klimkiewicz bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoim stylem i pięknym językiem, jakim się posługuje, co w dzisiejszych czasach nie jest już takie oczywiste. Autorka pokusiła się o opisanie wydarzeń również z perspektywy bohaterów drugoplanowych, co moim zdaniem dodało historii klarowności, a zawarte w niej retrospekcje z przeszłości bohaterów sprawiły, że łatwiej jest zrozumieć, co kierowało ich poczynaniami.
Wybacz mi to piękna, wzruszająca i bardzo mądra historia. Polecam ją z czystym sumieniem i gwarantuję, że pozwoli Wam wyrwać się, choć na chwilę z pędu codziennego życia.
Benia
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Szara Godzina.
Emilia Grzegorzewska w dniu swoich dwudziestych piątych urodzin otrzymuje od biologicznej matki tajemniczy i krótki list wraz z wizytówką pensjonatu Odskocznia w Bieszczadach. Kobieta porzuciła Emilię, gdy ta miała zaledwie dwa latka. Słuch o niej zaginął, zaś ojciec Emi nigdy nie opowiadał jej o rodzicielce. Emilii niestety nie było dane poznać swojej biologicznej matki, aż do teraz...
Dziewczyna zostawia dotychczasowe życie, zabiera jedną walizkę i wyrusza w Bieszczady. Pragnie stanąć twarzą w twarz z matką i poznać prawdę. Poznać co stało się głównym motywem i determinantem, który popchnął Matyldę do opuszczenia dwuletniego dziecka. Dlaczego kobieta zostawiła Emilkę i odebrała jej to, co najważniejsze - poczucie miłości? Dlaczego nie odzywała się do niej przez tyle lat? Dlaczego akurat teraz przysłała list?
"Mama mnie porzuciła, ale przynajmniej czułam jej obecność. Ojciec był, ale tak jakbym nigdy go nie miała. To było najgorsze. Czułam się niczym sierota zostawiona przez obojga rodziców. W jej przypadku mogłam przynajmniej wyobrażać sobie, że mnie kocha i za mną tęskni. Z ojcem było zupełnie inaczej. On pozbawiał mnie wszelkich złudzeń. Był zimny jak kamień".
Na miejscu okazuje się jednak, że nic nie jest oczywiste, jasne i klarowne. Bieszczady skrywają wiele tajemnic i sekretów. Emilia wyrusza w niebywałą i zawiłą podróż. Podróż podczas której oprócz tego, iż odkryje prawdę, to także pozna wiele cennych i wartościowych lekcji od samej rodzicielki. A może i nawet na jej drodze stanie miłość? Jednak aby kochać kogoś, musi najpierw zaakceptować siebie. Czy jej to się uda? I najważniejsze - czy będzie w stanie wybaczyć swojej matce?
Karolina Klimkiewicz po raz kolejny oddaje w ręce czytelników niezwykłą historię. Wybacz mi już od pierwszych stron intryguje i zapewnia cały wachlarz emocji. Muszę przyznać, iż bardzo się wczułam w tę historię i każde najmniejsze wydarzenie przeżywałam całą sobą. To było naprawdę przyjemne uczucie. Z niebywałą lekkością dopasowałam się do wartkiej akcji i chłonęłam fabułę, niczym gąbka wodę.
Muszę przyznać, iż wątek z tajemniczym listem, który otrzymała Emilia bardzo intryguję, a nawet szokuje. Mimo że, dziewczyna obawiała się spotkania z matką i nie była pewna czy ta ją zaakceptuje, to jednak wybrała się w Bieszczady, aby otrzymać to na czym jej najbardziej zależało - prawdę. Emila zaczęła zastanawiać się także, jaka będzie jej matka, czy w ogóle ją pozna, czy będą do siebie podobne. Masa pytań kłębiła się w jej głowie. Emocje, które nią targały udzieliły się również mnie samej. Tajemniczy list, spowodował lekkie zachwianie się życia Emilii, zaś kolejne elementy tej zawiłej układanki, niejednokrotnie doprowadzały ją (jak i mnie) o przyspieszone bicie serca.
"Życie nie zawsze daje nam to, czego oczekujemy. Czasami ma dla nas zupełnie inne prezenty i to od nas zależy, czy będziemy w stanie je docenić, czy pozostaniemy myślami z niespełnionymi marzeniami, nie posiadając ani tych utraconych, ani zyskanych".
Karolina Klimkiewicz wykreowała bardzo wyrazistych bohaterów. Począwszy od ojca Emilii - Norberta, macochę - Darię i przyrodnią siostrę - Łucję, poprzez osobowości, którym mamy okazję poznać w w Bieszczadach. Kluczową postacią w Odskoczni jest Jakub - właściciel posiadłości i to właśnie ON skrywa najwięcej tajemnic, podobnie jak jego syn - Sebastian. Znaczącą rolę odgrywa również Dymitr - syn gospodyni domu, który emanuje spokojem i pewnością siebie. Od pierwszego spotykania wzbudził ciekawość u Emilii, aż chciało się jej go odkryć. Czy będzie im dane być razem? Lekki i sugestywny wątek miłosny, dodaje tej powieści kolorytu i wdzięku. Jednocześnie uświadamia, iż nie zawsze miłość jest pisana dwóm różnym osobowościom. Emilię polubiłam od samego początku i wierzyłam, iż jeszcze kiedyś uśmiechnie się do niej szczęście. Czy tak się stało?
Całość została spisana bardzo lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem. Bardzo mi się podobało, iż autorka zdecydowała się opisać fabułę z dwóch ram czasowych. Część wydarzeń czytelnik obserwuje tu i teraz, zaś za chwilę pojawiają się retrospekcje - przywołane zostają wydarzenia z roku 1989. Powieść początkowo toczy się spokojnym rytmem, ale już po chwili akcja zdecydowanie przyspiesza i co ważniejsze zaskakuje, aby podkreślić tempo wydarzeń. Dzięki pierwszoosobowej narracji głównie z punktu Emilii (autorka oddaje również głos innym bohaterom) czytelnik ma możliwość pełnego zżycia się z dziewczyną. Dogłębnie poznajemy jej myśli, wątpliwości, marzenia i nadzieje. Pragniemy aby w końcu udało się jej odnaleźć upragnione szczęście, a także poczucie miłości.
Autorka stworzyła historię nie tylko nieoczywistą i pełną tajemnic oraz sekretów. Wybacz mi to coś znacznie więcej. To bardzo mądra i refleksyjna historia. Nie tylko o poszukiwaniu upragnionej prawdy, poszukiwaniu siebie, wybaczaniu i nowych początkach. Część tej książki określiłabym jako powieść epistolarną (w formie listów). Listy, które przewijają się przez karty Wybacz mi, są bardzo poruszające, głębokie, wartościowe i wprowadzające czytelnika w stan zadumy. Trudno jest przejść obok nich obojętnie. Jestem pewna, iż wielu czytelników otrze łzę wzruszenia. Jestem pewna także, iż wielu czytelników zatrzyma się przy tych listach i spróbuje odnieść spisane słowa do swojego życia. To piękne, móc odnaleźć cząstkę siebie w powieści niby niepozornej, a jednak bardzo wartościowej i bogatej w motywujące słowa.
Otrzymałam w swoje dłonie bardzo piękną i intrygującą historię, która wciągnęła mnie bez reszty. Z niecierpliwością oczekuję na ciąg dalszy. Jestem pewna, iż autorka po raz kolejny mnie zaskoczy i spowoduję, iż nie będę chciała zapomnieć o tym, co zostało mi opowiedziane. Serdecznie Wam polecam. Piękno samo w sobie.
![]()