"Święte Niemcy" to pełna wartkiej akcji powieść z nurtu historii alternatywnej.
Święte Niemcy, IV Rzesza, to państwo które rozciąga się od Wisły po wybrzeża Bretanii. Od zwycięskiej wojny minęło już przeszło sześćdziesiąt lat. Pierwszym kanclerzem Świętych Niemiec był Claus von Stauffenberg: główny inicjator udanego zamachu na Hitlera. Dzisiaj IV Rzeszę zamieszkują trzy klasy ludności: Obywatele, Rezydenci i Zajmujący. Władza sądownicza jest w pełni podporządkowana wykonawczej, również w jednym ze wschodnich landów, Lechistanie ze stolicą w lewobrzeżnej Warszawie.
To tutaj mieszka Adam Utkowski. Jest Lechitą, Rezydentem, zupełnie przeciętnym mieszkańcem Świętych Niemiec. Gdy zostaje skazany na śmierć, wydaje się, że nie ma już dla niego żadnego ratunku. Wtedy to właśnie do gry wkracza adwokat Juschendorf oraz tajemnicza organizacja DEiP.
Po co pisać powieści w stylu historii alternatywnej? Po pierwsze dlatego, że jest to świetne rozwinięcie uprawianej przez wszystkich nas gry umysłowej "co by było, gdyby...". Po drugie zaś dlatego, że w takiej powieści nasza własna rzeczywistość, czyli ta wersja historii, która wydarzyła się naprawdę, może przejrzeć się niczym w krzywym zwierciadle. Ma to więc być pewien rodzaj przestrogi i właśnie z tą myślą Janusz Grażyński i Konrad Witkowski przystąpili do pisania "Świętych Niemiec".
Dla obu autorów jest to książkowy debiut i to od razu, przyznać trzeba, znakomity. Ta wielowątkowa, rozbudowana powieść science fiction łączy w sobie również elementy krytyki politycznej i społecznej, powieści awanturniczej, sensacyjnej, szpiegowskiej, a nawet romansu. Powstał z tego cocktail iście wybuchowy, w którym można się rozsmakować i z którego płynie ku nam przestroga o naszym własnym świecie i czasach, w których żyjemy.
Obaj autorzy mówią o sobie jako o zwykłych, przeciętnych mieszkańcach kraju nad Wisłą. Z niepokojem obserwują to, co dzieje się wokół: rozpad europejskiej jedności, izolacjonistyczną politykę polskiego rządu, popychanie nas (świadome lub nie) w ramiona Rosji, strach przed totalitaryzmem. Echa tych lęków i uzasadnionych przecież obaw znajdziemy w niniejszej książce. To science fiction z drugim i trzecim dnem. To powieść, którą warto nie tylko pochłonąć, ale i rozłożyć na czynniki pierwsze.
O autorach
Konrad Witkowski – zwykły, szary człowiek. Taki sam jak każdy inny. Nie zauważycie go na ulicy, imprezie czy u znajomych, bo najczęściej go tam nie będzie. Jak duża część Polaków pracuje po trzysta i więcej godzin w miesiącu, aby zapewnić swojej rodzinie w miarę godziwy byt.
Janusz Grażyński – przeciętny obywatel, Polak w wieku średnim, który widząc rozpad Europy, nie chce na starość uczyć się rosyjskiego. W końcu wiadomo, kto wywołał II wojnę światową i musi ponieść konsekwencje.
Jako obserwator niebędący członkiem establishmentu ma poważne obawy co do kierunku, w jakim zmierzamy. W jego mniemaniu obecne elity kierują Polskę w objęcia Rosji – świadomie lub, co gorsza, nieświadomie. Dlatego próbuje w sposób obrazowy starać się unaocznić zagrożenia wynikające z polityki izolacjonizmu opartego na zawołaniu o wstawanie z kolan w państwie, które nie jest geograficznie samotną niezdobytą wyspą.