W 1943 roku na wschodzie Polski zaczęto formowanie wojska, które miało walczyć na terenie Polski z Niemcami. Żołnierze ci, czy tego chcieli czy nie, ruszyli na Zachód, aby wypędzić Niemców z obszaru Polski. "Berlingowcy. Żołnierze tragiczni" to książka opowiadająca o przeżyciach kilku z nich i obalająca mit, że wszyscy żołnierze nadchodzący ze Wschodu mieli poglądy rodem z komunistycznej propagandy.
Na kartach książki czytelnicy mają okazję poznać zarówno żołnierzy szeregowych, jak i podoficerów czy oficerów polityczno-wychowawczych. Poznanie wspomnień Bolesława Dańki, Józefa Dubińskiego, Józefa Franczaka, Stanisławy Kubiak, Romana Marchwickiego, Jana Proroka, Andrzeja Reya, Daniela Rudnickiego i Wacława Zakrzewskiego było możliwe dzięki Archiwum Wschodniego Ośrodka KARTA oraz skrupulatnej pracy historycznej pułkownika Józefa Margulesa.
Publikacja tego rodzaju jest o tyle potrzebna i konieczna dla zachowania historycznej prawdy, że przez lata narastały mity i negatywne opinie na temat żołnierzy ze Wschodu. Mawiano, że skoro nie mają na mundurach orłów w koronie, są dużo gorszymi żołnierzami od żołnierzy Andersa czy Maczka.
W rzeczywistości żołnierze Berlinga, zwani berlingowcami, często mieli tę samą motywację do walki. Wielu z nich nie przecierało szlaków marionetkowym rządom komunistycznym, tylko jechało walczyć za wolną Polskę, którą z nostalgią wspominali od początku wojny. Ich wspomnienia i refleksje rzucają nowe światło na ten epizod w historii.
Ze wspomnień Wacława Zakrzewskiego
W maju znów zaskoczyła nas wiadomość, że organizuje się wojsko. Co to za wojsko? W końcu wyjaśniło się, że to polskie wojsko. […] Uśmiechała mi się droga do Polski, do tej Polski wytęsknionej, wyśnionej po nocach i wreszcie powrót do niej realny. […] Opanowała mnie tylko radość, którą psuło to, że jeszcze może się coś stać, że jeszcze mogą cofnąć decyzję, że jeszcze mogą odwołać, że jeszcze mogę zostać, aby zachwycać się tajgą, a ja przecież tych zachwytów miałem już dosyć. Naprawdę dość.