Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii manga
Cześć Michael All Colour
Informacje szczegółowe Pokaż wszystkie
| Oprawa: | Miękka |
| Wydawnictwo: | Waneko |
| Rok wydania: | 2023 |
| Ilość stron: | 140 |
- Autor: Makoto Kobayashi
- Wydawnictwo Waneko
- Ilość stron: 140
- Oprawa: Miękka
- Rok wydania: 2023
- Stan: nowy, pełnowartościowy produkt
- Model: 9788382425567
- ISBN: 9788382425567
- EAN: 9788382425567
- Wymiary: 19.5 x 13.5 x 1 cm
- Dane producenta: WANEKO SP. Z O.O., ul. Szyszkowa 1064, 05-816 Opacz Kolonia, Polska, waneko@waneko.pl
-
Recenzenckie Mistrzostwo ŚwiataOcena: 4/5Dodana przez Michał L. w dniu 2023-09-05Opinia użytkownika sklepuAutor opinii z tym oznaczeniem jest zarejestrowanym użytkownikiem sklepu. Nie możemy potwierdzić, że produkt został kupiony w naszym sklepie.Recenzja dotyczy produktu typu: komiks
0 z 0 osób uznało recenzję za przydatnąMICHAEL NABIERA KOLORÓW
Więc tak – wydawanie serii „Cześć, Michael!” dobiegło końca. A przynajmniej tak się wydawało, bo po dwóch zbiorczych, gigantycznych rozmiarami tomach tak to wyglądało. No ale są jeszcze dodatkowe epizody stworzone po latach. I to na dodatek w kolorze. No i właśnie te epizody mamy tutaj, zebrane w kolejnym (tym razem już naprawdę ostatnim, no chyba, że autor znów da się namówić) tomie, który swoją drogą czytać można absolutnie w oderwaniu od całej reszty serii.
Michael, rude kocisko, powraca! I znów szaleje, znów psoci i… No właśnie, co jeszcze?
To było tak. W roku 1984 Makoto Kobayashi zaczął pracę nad tym, co miało stać się jego opus magnum, czyli „Cześć, Michael!”. Seria ukazywała się do roku 1989, wyszło osiem tomów (z czego w Polsce zrobiono swego czasu dziewięć, bo z wcześniejszych wycięto co bardziej fizjologiczne rozdziały i potem połączono je w dodatkowy tomik – a ostatnio wszystko to wyszło w dwóch solidnych tomiszczach) i na tym był koniec. Ale na autora każdy naciskał, więc ten w końcu uległ (choć wspomina, że to nie były jedyne powody) i stworzył jeszcze jeden tomik – po czternastu latach przerwy. A ten ukazał się w kolorze. I tak też wychodzi po polsku i…
No można by się obawiać, że po tak długim czasie autor wypadł z tematu, stracił wyczucie i w ogóle, ale nie. jest tak samo dobrze, jak i było. Nadal to ten samy stary, dobry Michael, co zawsze. Japoński Garfield (acz porównuje się go też do Heatchcliffa i Kota Krejzola), który jednak nie jedzeniem tylko żyje. Zresztą od Garfielda różni go bycie bardziej kocim, takim bliskim życia, acz wcale nie mniej absurdalnym, kiedy wymaga tego sytuacja. Z tym, że częściej to otoczenie absurdem nas atakuje, niż sam kot – choć jego tańczenie i antropomorficzne transformacje to w sumie też solidna tego dawka. Ale ile w tym uroku, ile satyry i ile dojrzałości. Rzecz zresztą dla dzieci nie jest, o czym warto pamiętać.
No i trzeba pamiętać, że super to to jest ilustrowane. Uwielbiam styl Kobayashiego, tę konkretną dozę realizmu, sporą gęstość na stronach i w kadrach i jeszcze to, jak dba o klimat i o detale. A skoro o dbałości mowa, to Waneko znów się postarało i znów zadbało o świetne wydanie – spójrzcie tylko na okładkę, gdzie obwoluta ma wycięte koła, przez które widać grafiki na okładce, fajnie wzbogacające całość. Niby drobiazg przecież, a robi robotę.
No to co tu dużo mówić, polecam. Bardzo, bardzo gorąco. Świetna seria, świetny tom – czytać można niezależnie – i świetny powrót po latach. Super, że wydawca zdecydował się wznowić całość i dopełnić w końcu wydania „Michaela”.
![]()
