"Ciało wiersza" Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego jest kontynuacją jego pisarskiej drogi. Ciało tutaj jest ciałem jak zwykle rozdartym między tym, co wyższe, a co niższe, między ukraińskością a polskością, między tym, co ograniczające, a tym, do czego podmiot liryczny zmierza, czego pragnie, pożąda.
Tytułowe ciało wiersza to ciało żywotne, a zarazem ciało bolące, cierpiące, ciało podlegające procesom starzenia, chorobom, niedomaganiom natury psychicznej. Ciało wiersza i ciało poety zlewają się tu poniekąd w jedno (przynajmniej to wyobrażone ciało poety, skonstruowane ze słów - lecz jakie inne ciało miałby mieć poeta? Kim jest poeta jako figura bez tego, co go określa - bez wierszy?).
Poezja Dyckiego to poezja pełna pesymizmu, a zarazem wiecznie otwarta na nowe, przychodzące. Nowe miesza się ze starym, nadzieja z beznadzieją, przebija to, co w poezji jest najważniejsze - siła czucia i umiejętność przekazywania tego czucia innym.
W poezji autora "Nenii i innych wierszy" pobrzmiewają jak zwykle echa barokowości, głównie w tym rozdarciu podmiotu lirycznego, w jakiejś tęsknocie za sacrum, za tym, co niepojęte i chroniące.
"Ciało wiersza" to poezja najwyższych lotów - warto, by sięgnął po nią zarówno czytelnik obeznany w poezji, jak i ten dopiero zaczynający swoją przygodę ze współczesną liryką.