"Dziennik 1954" Leopolda Tyrmanda owiany jest aurą legendy.
Pisany właściwie do szuflady, przez lata wydawany jedynie we fragmentach lub w wersji nieoryginalne,j dopiero w 1999 roku doczekał się opublikowania opartego na rękopisie autora.
Zapiski powstawały przez pierwsze trzy miesiące roku 1954. Przedstawiają życie codzienne outsidera intelektualisty w trudnych latach pięćdziesiątych. W wymiarze emocjonalnym zmagającego się z cenzurą i ograniczaniem swobody twórczej, w wymiarze fizycznym zaś z trudami egzystencji bez środków do życia. Ten wybitny publicysta musi utrzymywać się, dając korepetycje czy podejmując się dorywczych prac zleconych. Rutyna związana z codziennymi zapiskami wyraźnie pomaga mu przetrwać.
Niezwykła jest różnorodność tematyczna dziennika. Są tu przemyślenia związane ze sztuką, architekturą, refleksje nad literaturą, teorią dzieła literackiego i rolą pisarza; są polemiki z pupilkami ówczesnego reżimu, są też opisy codzienności w powojennej Warszawie, zapiski dotyczące głośnych wydarzeń towarzyskich na równi z tanimi obiadami w stołecznych lokalach, z codzienności intelektualistów i sprzątaczek.
Dziennik jest świadectwem czasów, kompromisów z władzą w zamian za dobrą pensję, przydział mieszkania czy możliwość wyjazdu za granicę, ale także laurką dla postaw niezłomnych. Wśród bogatego korowodu przewijających się tutaj postaci spotkamy bowiem zaprzyjaźnionych z Tyrmandem Zbigniewa Herberta, Stefana Kisielewskiego czy Jerzego Turowicza. Jest też opisem relacji i związków osobistych autora, także tych bardzo intymnych.
"Dziennik 1954" urywa się nagle w połowie zdania przy dacie 2 kwietnia. Powód odejścia od pracy nad dziennikiem był niebagatelny - Tyrmand rozpoczął pisanie swej najgłośniejszej powieści: "Złego".
Szukasz więcej propozycji? Zobacz nasze tytuły z kategorii literatura piękna polska
