Przebudzenie

Autor:

Średnia: 4.3 Ilość ocen: 12
Wysyłka w:
72 godziny + czas dostawy
Rok wydania
2014
Format
14.2x20.2cm
Ilość stron
536
Inne wersje (2)
eBook, mobi, epub
za 28,56 zł
Audiobooki mp3
za 30,52 zł
Nasza cena: 33,60 zł 42,00 zł Taniej o: 20%

Mroczna, elektryzująca powieść o tym, co może istnieć po drugiej stronie życia...

W niedużej miejscowości w Nowej Anglii, ponad pół wieku temu, na małego chłopca bawiącego się żołnierzykami pada cień. Jamie Morton podnosi głowę i widzi intrygującego mężczyznę, jak się okazuje, nowego pastora. Charles Jacobs wraz ze swoją piękną żoną odmieni miejscowy kościół. Mężczyźni i chłopcy skrycie podkochują się w pani Jacobs; kobiety i dziewczęta - w tym także matka Jamie'go i jego ukochana siostra Claire - tym samym uczuciem darzą wielebnego Jacobsa. Jednak kiedy rodzinę Jacobsów spotyka tragedia, a charyzmatyczny kaznodzieja wyklina Boga i szydzi z wiary, zostaje wygnany przez zszokowanych parafian.

Jamie ma własne demony. Od wielu lat gra na gitarze w zespołach na terenie całego kraju i wiedzie tułaczy żywot rock-and-rollowego muzyka, uciekając od rodzinnej tragedii. Po trzydziestce - uzależniony od heroiny, pozostawiony na pastwę losu, zdesperowany - Jamie ponownie spotyka Charlesa Jacobsa, co ma głębokie konsekwencje dla nich obu. Ich więź przeradza się w pakt, o jakim nawet diabłu się nie śniło, a Jamie odkrywa, że słowo ,,przebudzenie" ma wiele znaczeń.

Ta bogata, niepokojąca powieść prowadzi czytelnika przez pięć dekad do najbardziej przerażającego zakończenia, jakie kiedykolwiek wyszło spod pióra Stephena Kinga. To arcydzieło Kinga, nawiązujące do twórczości takich wybitnych amerykańskich pisarzy jak Frank Norris, Nathaniel Hawthorne i Edgar Allan Poe.

,,Przebudzenie" to kwintesencja horroru. Przygotujcie się na... najlepsze!

Stephen King

Stephen King (ur. 1947) napisał ponad pięćdziesiąt książek i wszystkie zyskały status światowych bestsellerów. Znajdują się między nimi: ,,Miasteczko Salem", ,,Misery", ,,Dallas '63" czy ,,Lśnienie". Powieści Kinga doczekały się tłumaczeń na przeszło 30 języków, a na całym świecie można znaleźć ponad 300 milionów egzemplarzy książek z jego nazwiskiem na okładce. Stephen King mieszka w stanie Maine z żoną, powieściopisarką Tabithą King.

Fragment książki "Przebudzenie"


Rozdział I

Piąta osoba dramatu – Góra Czaszki – Jezioro Spokoju


      Pod co najmniej jednym względem nasze życie naprawdę jest jak film. Główną obsadę tworzą rodzina i przyjaciele. Role drugoplanowe grają sąsiedzi, współpracownicy, nauczyciele i znajomi, których widujesz na co dzień. Są też aktorzy epizodyczni: ślicznie uśmiechnięta kasjerka z supermarketu, przyjazny barman w pobliskiej knajpie, kumple, z którymi trzy razy w tygodniu ćwiczysz na siłowni. Do tego dochodzą tysiące statystów – ludzie, którzy przemykają przez świat każdego z nas jak woda przez sito, raz zobaczeni i zapomniani. Nastolatek przeglądający powieści graficzne w Barnes & Noble, ten, obok którego musiałeś się przecisnąć (mamrocząc „przepraszam”), żeby dostać się do regałów z czasopismami. Kobieta z sąsiedniego samochodu, która stojąc na czerwonym świetle, poprawia szminkę. Matka wycierająca umazaną lodami twarz dziecka w przydrożnej restauracji, do której wpadłeś coś przekąsić. Handlarz, który sprzedał ci torebkę orzeszków ziemnych na meczu baseballowym.

      Czasem jednak w twoje życie wkracza osoba niemieszcząca się w żadnej z tych kategorii. To joker, który przez długie lata wyskakuje z talii wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewasz, często w sytuacjach kryzysowych. W branży filmowej taką postać zwie się piątą osobą dramatu albo agentem zmiany. Kiedy widzisz kogoś takiego na ekranie, wiesz, że jest tam, bo tak chciał scenarzysta. A kto pisze scenariusz naszego życia? Przeznaczenie czy przypadek? Chcę wierzyć, że to drugie. Pragnę tego całym sercem i duszą. Gdy myślę o Charlesie Jacobsie – piątej osobie mojego dramatu, moim agencie zmiany, moim zaprzysięgłym wrogu – nie mogę się zdobyć na to, by uwierzyć, że jego obecność w moim życiu miała cokolwiek wspólnego z przeznaczeniem. To by oznaczało, że wszystkie te koszmary stały się, bo miały się stać. Jeśli tak jest istotnie, światło nie istnieje i nasza wiara w nie jest naiwną ułudą. Jeśli tak jest, żyjemy w mroku jak zwierzęta w norze albo mrówki w głębi mrowiska.

      I nie jesteśmy sami.

      

      Na szóste urodziny dostałem od Claire armię i pewnej soboty w październiku 1962 roku szykowałem się do wielkiej bitwy.

      Było nas pięcioro rodzeństwa – czterech chłopaków, jedna dziewczyna – i jako najmłodszy przy każdej okazji dostawałem masę prezentów, ale te od Claire zawsze były najlepsze. Nie wiem, czy dlatego, że była najstarsza, czy przez to, że była jedyną dziewczyną. Może z obu tych powodów. Ale ze wszystkich fajowych prezentów, które mi dała przez lata, ta armia była zdecydowanie najlepsza. Składało się na nią dwieście zielonych plastikowych żołnierzyków, część z karabinami samopowtarzalnymi, część z maszynowymi, tuzin stopionych w jedno z takimi sterczącymi w górę rurami, które nazywały się moździerze (tak powiedziała mi Claire). Kompletu dopełniało osiem ciężarówek i dwanaście jeepów. Może najfajniejsze w tej armii było jej opakowanie, tekturowa wojskowa szafka na rzeczy osobiste pomalowana na maskujące zielenie i brązy, z wykonanym od szablonu napisem WŁASNOŚĆ ARMII USA na wieku. Pod spodem Claire dopisała, też od szablonu: JAMIE MORTON, DOWÓDCA.

      To byłem ja.

      – Ich reklama była w jednym z komiksów Terry’ego – powiedziała, kiedy przestałem krzyczeć z radości. – Nie pozwolił mi jej wyciąć, bo jest zasmarkanym…

      – Zgadza się – powiedział Terry. Miał osiem lat. – Jestem zasmarkanym starszym bratem. – Ułożył dwa palce w widełki i zatkał nimi nos.

      – Wystarczy – ucięła nasza mama. – Żadnych kłótni między rodzeństwem w urodziny, proszę i dziękuję. Terry, wyjmij palce z nosa.

      – W każdym razie – ciągnęła Claire – zrobiłam kopię kuponu i wysłałam na podany adres. Bałam się, że to nie przyjdzie na czas, ale przyszło. Cieszę się, że ci się podoba. – I pocałowała mnie w skroń. Zawsze mnie tam całowała. Dziś, po tylu latach, wciąż czuję te delikatne pocałunki.

      – I to bardzo! – powiedziałem, przyciskając tekturową szafkę do piersi. – Zawsze mi się będzie podobać!

      To było po śniadaniu. Tego dnia były naleśniki z jagodami i bekon, mój ulubiony zestaw. W urodziny dostawaliśmy do jedzenia to, co lubiliśmy najbardziej, a po śniadaniu przychodził czas na prezenty, tam, w kuchni z opalaną drewnem kuchenką, długim stołem i potężną pralką, która ciągle się psuła.

      – „Zawsze” to dla Jamiego jakieś pięć dni – stwierdził Con. Miał dziesięć lat, był szczupły (choć potem nabrał masy) i już wtedy interesował się nauką.

      – To dobre, Conrad – powiedział nasz tata. Miał na sobie czysty roboczy kombinezon ze swoim imieniem RICHARD wyszytym złotą nicią na lewej kieszeni na piersi. Na kieszeni prawej widniał napis OLEJ OPAŁOWY MORTONA. – Jestem pod wrażeniem.

      – Dzięki, papciu.

      – W nagrodę za swoją elokwencję możesz pomóc mamie sprzątnąć po śniadaniu.

      – Dziś kolej Andy’ego!

      – Dziś miała być kolej Andy’ego – uściślił tata, polewając ostatni naleśnik syropem. – Bierz ścierkę, krasomówco. I postaraj się niczego nie zbić.

      – Rozpuszczasz go jak dziadowski bicz – burknął Con, ale chwycił ścierkę.

      Connie właściwie się nie mylił co do mojego sposobu pojmowania terminu „zawsze”. Po pięciu dniach gra „Operacja”, którą dostałem od Andy’ego, już obrastała kotami z kurzu pod moim łóżkiem (tak czy owak, brakowało w niej kilku części ciała; Andy kupił ją za ćwierć dolara na wyprzedaży). Podobny los spotkał układanki od Terry’ego. Con podarował mi stereoskop View-Master, który przetrwał nieco dłużej, ale ostatecznie wylądował w mojej szafie i tyle go widziano.

      Od mamy i taty dostałem ubrania, bo moje urodziny wypadają pod koniec sierpnia, a tego roku miałem iść do pierwszej klasy. Nowe spodnie i koszule sprawiały mi mniej więcej taką radochę jak obraz kontrolny w telewizorze, ale starałem się podziękować z entuzjazmem. Domyślam się, że bez trudu przejrzeli mnie na wylot; sześciolatkom niełatwo udawać zachwyt… choć, smutno to przyznać, większość z nas względnie szybko nabiera w tym wprawy. W każdym razie ubrania zostały wyprane w potężnej pralce, rozwieszone na sznurze koło domu i ostatecznie złożone w kostkę spoczęły w szufladach mojej komody. Gdzie, czego pewnie nie trzeba dodawać, leżały zapomniane do września, kiedy przyszła pora je włożyć. Pamiętam, że jeden sweter, brązowy w żółte pasy, w gruncie rzeczy był całkiem fajny. Kiedy go nosiłem, udawałem superbohatera. Jestem Człowiek Osa! Złoczyńcy, strzeżcie się mego żądła!

      Con jednak mylił się co do tekturowej szafki z armią w środku. Bawiłem się tymi żołnierzykami dzień w dzień, zwykle na skraju podwórka, na pasie ziemi oddzielającym nasz trawnik od Methodist Road, w tamtych czasach nieutwardzonej. Z wyjątkiem drogi numer 9 i jednopasmówki prowadzącej na Kozią Górę, gdzie znajdował się ośrodek wypoczynkowy dla bogaczy, w Harlow nie było wtedy asfaltowych dróg. Pamiętam, jak mama narzekała, że w suche letnie dni do domu dostaje się tyle kurzu.

[darmowy fragment książki "Przebudzenie", strony 6-9]

Czytaj całość

Recenzje (12)
  1. Początkujący Recenzent
    Ocena: 4/5
    Dodana przez w dniu 2014-12-29
    Recenzja dotyczy produktu typu: książka
    25 z 40 osób uznało recenzję za przydatną

    Kinga znamy między innymi z talentu do kreowania postaci wyrazistych, żywych, zapadających w pamięć. Już nie raz w swojej twórczości powoływał ON bohaterów mających coś specyficznego. Emanujących czymś, co trudno określić. Dla mnie jego książki zawsze były z tego powodu ciekawe. Tutaj mamy aż dwóch fascynujących bohaterów. Dodatkowo powiązanych ze sobą – trochę jak rewers i awers tej samej monety.

    Czy ta recenzja była przydatna? tak | nie
    Napisz pierwszy komentarz
  2. Super Recenzent
    Ocena: 5/5
    Dodana przez w dniu 2014-11-10
    Recenzja dotyczy produktu typu: książka
    27 z 47 osób uznało recenzję za przydatną

    WOW. Płodnie wyszło z twórczością Kinga ostatnimi czasy. Niektórzy narzekają, że jakość jest nie najlepsza, ja jednak jestem pod wrażeniem i wciągnąłem się w ostatnio wydane pozycje: może inne niż poprzednio dreszczyki emocji, ale zawsze dreszczyki. I "Pan Mercedes" (King "inny niż zwykle") i 2 część Lśnienia przykuły mnie do siebie na dobrych kilka godzin. Z chęcią sięgnę i po ten tytuł, zwłaszcza, że jest w niezłej cenie.

    Czy ta recenzja była przydatna? tak | nie
    Napisz pierwszy komentarz
  3. Recenzent Wybitny
    Ocena: 4/5
    Dodana przez w dniu 2014-12-03
    Recenzja dotyczy produktu typu: książka
    23 z 42 osób uznało recenzję za przydatną

    Zwykłego, niczym nie wyróżniającego się dnia w życiu małego Jamiego pojawi się przyjaciel. Będzie nim pastor Charles Jacobs. Dzieciak początkowo będzie go traktował jako dorosłego przyjaciela. Przewodnika, kogoś kto fascynuje i na kim można się wzorować. Mały Jamie nie wie jednak jak wielką rolę w jego dzieciństwie i dorosłym życiu odegra ten człowiek. Oj nowy King postarał się! Wierzcie mi!

    Czy ta recenzja była przydatna? tak | nie
    Napisz pierwszy komentarz
  4. Recenzent Wybitny
    Ocena: 5/5
    Dodana przez w dniu 2014-11-30
    Recenzja dotyczy produktu typu: książka
    22 z 40 osób uznało recenzję za przydatną

    ECHO BŁYSKAWICY

    „Przebudzenie”
    jest kwintesencją Kinga: rozbudowany bohater, małe miasteczko, niebanalny antagonista, specyficzna społeczność małego miasteczka, silne wątki autobiograficzna, a wszystko wmieszane w opowieść obyczajową z elementami horroru egzystencjalnego. Otrzymujemy więc klasycznego Kinga na bardzo dobrym poziomie.

    GÓRA CZASZKI – „Ja” i „On”

    Początek opowieści otwiera alegoryczna zabawa pastora z małym chłopcem, która właściwie jest pierwszym silnym wyrazem bezwzględnego determinizmu w całej powieści. Tak naprawdę, to właśnie moment, w którym cień pada na nich dwóch. Zabawa początkowo wydaje się dziecinna, lecz tak naprawdę widać w niej podstępną przebiegłość „Amerykanów” oraz nieuniknioną zagładę „Niemców” i nie ważne, jaką taktykę zastosuje się do pokonania przeciwnika, ani która strona wygra, bo ważne jest to, co dzieje się „potem”. Już na tym etapie autor zwraca nam uwagę na to, że życie tak naprawdę jest zdeterminowane przez siły potężniejsze od nas, o których istnieniu nie wiemy zbyt wiele. To niemiłe uczucie wywołane tą sceną szybko jednak mija i znów można obserwować radosnego Jamie’go biegnącego do domu napić się wody. Banalne, wydające się nic nie znaczyć spotkanie z pastorem, tak naprawdę staje się wydarzeniem determinującym całe życie chłopca. Pastor Jacobs staje się piątą osobą dramatu /s 10/. Więź, jaka zrodziła się między nimi, staje się nierozerwalna, a jej głębi nie da się streści, tak jak nie da się streścić własnego życia, bez uszczerbku na jakości owej opowieści.

    Jestem zaskoczona, bo życie i czasy Jamie’go Mortona niesamowicie mnie wciągnęły (podobnie jak „Ręka mistrza”, której najlepszym elementem były wewnętrzne zmagania bohatera z samym sobą). Szybko zdałam sobie sprawę, że krew się nie poleje jak w slasherze, ani trupy nie powstaną z cmentarzysk. Na szczęście, zanim poczułam rozczarowanie, bohater powieści sprawił, że szybko zapomniałam o niemądrej kampanii reklamowej książki i dałam się ponieść opowieści o życiu i czasach Jamie’go Mortona. Jako, że równocześnie z „Przebudzeniem” czytałam książkę Lisy Rogak „Życie iczasy Stephena Kinga” szybko dostrzegłam, gdzie pisarz zakamuflował swoje własne dzieciństwo oraz przeżycia lat młodzieńczych (a także liczne odwołania do trudu twórczej pracy pisarza). King zawsze używał swoich własnych przeżyć, aby uwiarygodnić swoją literaturę, gdyż uważa, że jest ona wiarygodna tylko wtedy, gdy ma element intymny. „Przebudzenie” nie jest jednak powieścią, w której pierwszoosobowa narracja może być utożsamiona z osobą autora. Elementy biograficzne są tu umowne, jednak ich dostrzeżenie, bądź nie, nie ma wpływu na wymowę powieści. „Przebudzenie” jest utworem, w którym narrator może być utożsamiany tylko z bohaterem powieści, stąd ograniczona wiedza o świecie przedstawionym. Dlatego o wielu sprawach nie dowiemy się wystarczająco dużo. Dane jest nam poznać ową historię jedynie z perspektywy życia chłopca, a kwestie dotyczące wielebnego Jacobsa (choć tak fascynujące) pozostają odległe i często niezrozumiałe. Jednostronna relacja bohatera skupia się w dużej mierze na jego przeżyciach wewnętrznych. To spowodowało, że łatwo i szybko przywiązałam się do postaci Mortona. Nie jest ON jednak narratorem jedynie autotropicznym, gdyż bardzo ważne jest dla niego przekazanie nam wiedzy o świecie zewnętrznym.

    Opowieść nie dzieje się w czasie teraźniejszym, lecz jest przywoływana przez głównego bohatera z pewnej perspektywy czasu. Retrospektywne wydarzenia zawarte w „Przebudzeniu” rozpoczynają się w latach 60 i trwają aż do osiągnięcia przez bohatera wieku 52 lat. Głównym elementem, który określa zmienność i pozwala obserwować upływ czasu, jest wiek głównego bohatera (choć często sam zdradza orientacyjne daty wydarzeń). Na początku powieści jest dzieckiem, na jej końcu dojrzałym mężczyzną. „Ja” opowiadające i „ja” będące bohaterem powieści zbiegają się czasowo dopiero pod koniec historii. Powieść ma więc budowę klamrową i nosi znamiona utworu epickiego. Narrator/bohater nie pozostaje w ukryci, lecz zdradza skłonności do antycypacji i często zawczasu uświadamia, że ta historia nie skończy się dobrze.

    Fenomenalną zdolnością Kinga jest misterne, ale lekkie w odbiorze budowanie powieści, w której nieustannie podsyca w czytelniku ciekawości. Do tego pisarz nigdy nie zapomina o poczuciu humoru oraz delikatnych smaczkach wprowadzanych prze postacie drugo- i trzecioplanowe. Mnie szczególnie zapadła w pamięć postać dziadka Jamie’go i jego wypowiedź: „Blues to szorstka muzyka. Ten młodziak śpiewa, jakby zlał się w wyro i bał się, że mamunia zobaczy.” /s 126/. Wspomnę również, że dziadek potrafi puścić konkretną wiązankę. I o to chodzi w prawdziwym życiu, które nie boi „zDupy” strony do czegoś podejść. King zawsze potrafi oszukać czytelnika, zbudować w nim poczucie realności wydarzeń. Tak magicznie snuje opowieść, że nie potrafimy przestać czytać (słusznie więc dodawano do książki mały napój energetyczny). Pisarz stawia przed nami bardzo ogólne, a jednocześnie podstawowe pytania ontologiczne, epistemologiczne i egzystencjalne, takie, jakie każdy z nas, prędzej czy później sobie zada. Trudno więc nie „poczuć Jamie’go”. Warto też postawić sobie pytanie: po co Jamie Morton chce nam opowiedzieć swoją historię?

    EPOPEJA OBYCZAJOWA

    King, jako że „Przebudzenie” jest powieścią głównie obyczajową, mocno skupił się na budowaniu świata przedstawionego wokół bohatera. Praktycznie nie ma w nim elementów niewyraźnych. Mamy określone miejsce akcji (nawet kilka), czas oraz konkretne i silnie zarysowane osobowości bohaterów drugoplanowych. Jest jednak wiele niedopowiedzeń. Tu mogłabym zachwalać to, co w Kingu kocham najbardziej, czyli to, „że widz musi pewne rzeczy wyobrazić sobie sam” [L. Rogak, „Życie i czasy Stephena Kinga”, Albatros 2014, s 81]. Jamie nie prowadzi życia jednostajnego, płaskiego, liniowego, lecz porusza się w ogromnej przestrzeni, przestrzeni jego doświadczeń i świata przedstawionego. Tu King nie zapomniał również umieścić akcji powieści w swoim Universum - [spoiler] pastor podróżując w celach zarobkowych w pewnym momencie pracuje w wesołym miasteczku o nazwie „Joyland” :) /s 227/

    Jamie, wraz z rodzicami i rodzeństwem mieszka w małym miasteczku o nazwie Harlow. Sielskość i spokój przerywa pojawienie się nowego pastora Kościoła Metodystów. Jego charyzma i młodość ożywia mieszkańców. Właściwie czytając o losach Jamiego miałam odczucie, jakbym oglądała film. Cóż, może życie jest jak film /s 9/, w którym rodzina, przyjaciele i znajomi dają nam cenne lekcje przetrwania do ostatnich scen. Choć Szekspir twierdził, że życie to teatr. Może stąd w powieści nierówne tempo: czasem mamy wartką filmową akcję, a czasem dramatyczne teatralne zatrzymanie. Warto zauważyć, że narrator opowiada nam swoją historię życia poprzez spisanie jej. Uświadamia nam, że proces pisania (czy pamiętnikarstwa) jest wspaniałą, a zarazem straszną czynnością, lekarstwem i chorobą równocześnie. Pisanie daje „dostęp do pokładów pamięci, które dotąd pozostawały głęboko ukryte.” /s 40/. Powieść jest pamiętnikiem terapeutycznym i przestrogą dla innych, choć może też być wskazaniem drogi poszukiwań.

    Czy obyczajowość powieści może stanowić zarzut? W pewnym sensie, osoby którym tak potężnie rozbudowany element nie pasuje do horroru, mają racje. Dla współczesnego horror, tak mocne rozbudowanie obyczajowe, nie jest typowe. Jednak dobry horror żeruje na realności po to, by spotęgować grozę tego, co nadprzyrodzone. King obrał sobie za temat grozy coś nietypowego, dlatego najpierw musiał zbudować odpowiedni, przekonujący nas świat, w którym możliwe są określone wydarzenia. Autor jednak nie zapomniał przy tym, co jest najważniejsze w jego powieściach - napięcie towarzyszy czytelnikowi od pierwszych scen powieści. Sama groza dominuje dopiero pod koniec historii. Jest jednak bardzo silna i budzi przerażenie czytelnika, który staje w obliczu nieuniknionego.

    WIELKIE KAZANIE

    „zbawienia nie osiąga się w samotności, a języki ognia piekielnego są bardzo długie i potrafią dosięgnąć każdego„ [L. Rogak, „Życie i czasy Stephena Kinga”, Albatros 2014, s 40]

    W powieści „przebudzenie” ma wiele znaczeń, jednym z nich jest kontekst religijny (metodystyczny lub ateistyczny). Widać jednak, że zamiarem Kinga nie było wejście w polemikę z samą religią, bo nie wdaje się ON w dyskusję o naturze i istnieniu Boga, nie wyciąga logicznym, znaczących argumentów w tej kwestii. „Przebudzenie” nie ma być traktatem, lecz horrorem egzystencji, a ten nie wymaga logicznej argumentacji lecz emocjonalnego zaangażowania. Wielkie Kazanie, wygłoszone przez pastora robi wrażenie, ale jest tylko subiektywnym odbiorem samego Jacobsa, niczym więcej jak skutkiem tragedii, która pogrzebała wiarę. Jednak sama kwestia wiary, czy jej braku, jest w powieści dość skomplikowana. O ile, co do całkowitej utraty wiary przez Jamie’go nie mam wątpliwości, to już w kwestii pastora sytuacja nie jest dla mnie tak jasna. [spoiler] Wielebny Jacobs przechodzi przemianę o wiele bardziej skomplikowaną niż Jamie. Najpierw jest duchowym przewodnikiem-pasterzem, potem staje się jarmarcznym kaznodzieją, by w końcu stać się pogrążonym w mrocznej furii naukowcem. Nie opętał go Szatan, lecz elektryczność. Ostatecznie, gdy staje w obliczu możliwości odkrycia drugiej strony rzeczywistości, jest już wrakiem człowieka. Jacobs wygłasza swoje krytyczne wobec Boga poglądy (skazuje nawet, że religia jest ucieczką od prawdziwej rzeczywistości), ale jego zachowanie mówi coś innego: „Elektryczność to jedne z Bożych wrót do nieskończoności” /s 49/. Elektryczność postrzegana jest przez Jacobsa jako napędowa siła wszechświata, to tajemna siłą mając różnorakie zastosowanie i mogąca ukazać przejście do innego świata. Jacobs wierzy w istnienie życia po życiu i pragnie odkryć tą właśnie stronę rzeczywistości. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że pragnie ON ostatecznego dowodu, co świadczy o załamaniu i zwątpieniu, a nie utracie wiary. Jak się jednak okazuje, pastor miał głęboko mylne założenia. Tym, co stanowi ostateczny „argument” definitywnie odbiera nadzieje. Ta bowiem istnieje jedynie dopóki żyjemy.

    Nie ukrywam, że zakończenie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Siedziałam i zastanawiałam się nad nim dość długo. Książka jest głęboko przygnębiająca, pozbawia nadziei i wskazuje jedynie na teraźniejszość jako źródło celu naszych działań (co może sugerować nawet konotacje hedonistyczne), jednocześnie każe nam zachować dystans do tego co po śmierci, bo na to wpływu nie mamy (tu ukazuje się stoicyzm i sceptycyzm). Zakończenie wywołało we mnie bojaźń i drżenie, a więc uwierzyłam w wizję autora – tu mamy oczekiwany horror egzystencjalny. Uważam, że (jak już się ochłonie) zakończenie powinno stanowić dla czytelnika otwarte pytanie. Powieść Kinga przywołała u mnie echa filozofii Sørena Kierkegaarda. Dla mnie Rozpacz zawsze była pierwotnym źródłem nadziei, a ta z kolei nierozerwalnie związana jest z wiarą, której doświadczenie właśnie kryje się na dnie owej Rozpaczy. Dlatego zwątpienie nie jest utratą wiary, lecz próbą jej ostatecznego odnalezienia. Właściwie Jacobs jest tu jak Hiob, tyle że nieco inaczej podchodzi ON do swojej próby wiary. W końcu za niepoznawalną granicą śmierci okazało się coś istnieć, co może również pociągać do dalszych rozważań: czy za kolejną granice również coś się nie kryje? Dlatego zakończenie w subiektywnej interpretacji może otwierać filozoficzną przestrzeń do rozważań na bardzo istotne tematy.

    PRZEBUDZENIE

    Zarośnięte drogi zawsze prowadzą do opuszczonych miejsc, te miejsca są jednak opuszczone nie bez powodu. Jaką tajemnicę kryje stara chata i wbity w ziemie gigantyczny metalowy pręt…

    Zło potrafi kusić bardzo niewinnie zaczynając od mechanicznego Jezusa chodzącego po wodzie. Od początku fascynacja pastora Jacobsa elektrycznością jest dalece chorobliwa i niestosowna ze względu na funkcję, jaką jej przypisywał. [spoiler] Tragiczne wydarzenie powoduje, że porzuca wiarę w Stwórcę i personifikuje moc natury do postaci boskiej energii życia. Tak naprawdę nie traci ON wiary, lecz dokonuje przeniesienia jej z „niewidzialnego Boga”, na widzialną siłę natury. Do samego końca wierzy w jej moc, gdyż ma dowody na jej skuteczność. To Jamie okazuje się tym, który utracił prawdziwą wiarę, ON jest największą ofiarą pastora Jamie’go - "Jezu, nie istniejesz" /s 124/. W „Przebudzeniu” bardzo trudno określić jednoznacznie kto jest antagonistą, a kto protagonistą. Przecież nikt tu z nikim nie walczy, nie chce niczyjej śmierci, ani nie jest złem wcielonym. Jacobs jest naukowcem i z tej perspektywy, jego czyny nie są złe, czy nie moralne, bo takie określenia do nauki się nie stosują. Czy można go zatem określić mianem szalonego naukowca – tak, to na pewno. Niestety nauka i wiedza poszerzają się właśnie dzięki takim szaleńcom. Owszem, jego założenia okazały się błędne, ale odkrył dzięki temu coś o wiele cenniejszego, choć niekoniecznie dobrego dla ludzkości. Nikt jednak nie mówi, że wiedza jest dobra. Jedynym, co stawia go w złym świetle jest konsekwentne szantażowanie Jamie’go oraz wykorzystywanie ludzkich dramatów do prowadzenia eksperymentów. Warto jednak zaznaczyć, że Jamie nie próbuje walczyć z przeznaczeniem (mechanizmem przyczynowo-skutkowy, który ma doprowadzić do wypełnienia się pewnego przeznaczenia), wyraża niechęć w stosunku do działań Jacobsa, ale tak naprawdę kieruje nim ciekawość. Sam nie miałby tyle odwagi, by sięgnąć tak głęboko i ponieść takie konsekwencje jak Jacobs. Dlatego zarówno pastor jak i Jamie okazują się ofiarami ukrytego antagonisty.

    Tytuł samego utworu ma metaforyczne znaczenie. Elektryczność symbolizuje jasność, a jednocześnie boską moc. Przebudzenie jest więc odkryciem pewnej wiedzy oraz ponownym powołaniem do życia. Fanatyczna fascynacja elektrycznością jest u Jacobsa typowy syndromem Victora Frankensteina i tego elementu łatwo się w powieści domyślić. King jednak postanowił tą oczywistość wykorzystać i zwieść czytelnika. Nie można więc oczekiwać tego, co oczywiste, bo nieznane, zawsze pozostanie nieprzewidywalne. Przebudzenie jest więc w powieści wielowymiarowe, ale przede wszystkim wiąże się z posiadaniem wiedzy, [spoiler] która tu okazuje się definiować sens ludzkiego życia. Dziwi mnie jednak, że Jamie zyskując wiedzę (o tym, że świat jest zdeterminowany, a ludzkość skazana jest na cierpienie) nie pyta dlaczego tak właśnie jest. Bowiem to, co uznaje za ostateczny dowód na nieistnienie Boga, ostatecznym dowodem nie jest. Nawet zdeterminowana, mechaniczna struktura musiała zostać stworzona, pytanie: przez "co" oraz jaki jest sens jej elementów i jej samej?

    ECHO BŁYSKAWICY

    Wokół „Revival” atmosfera narastała tym bardziej, im bardziej zbliżaliśmy się do premiery. Trailery zwiastujące powieść, wywiady z autorem (który podsycał atmosferę tajemnicy), liczne konkursy. Wszystko zapowiadało, że świat po 13 listopada będzie szeleścić kartkami powieści równocześnie. I zapewne tak właśnie było. Muszę przyznać, że marketing wokół powieści Kinga zawsze mi się podobał, bo jest przyjemny i podsyca zainteresowanie, choć często trzeba podchodzić do tego wszystkiego z dystansem, bo więcej w tym zabawy, niż samej literatury. Polskie wydanie „Przebudzenia” ubrał w niepokojącą szatę graficzną Darek Kocurek. Okładka jest intrygująca i demoniczna. Wydawnictwo Prószyński i S-ka zbudowało także interaktywną okładkę (aplikacja Actable). Na rynku pojawił się również limitowany nakład kalendarzy „Przebudzenie” (D. Kocurka), który np. przez sklep.gildia.pl był dodawany do pierwszych zamówień na książkę. Bardzo szybko pojawiły się opinie na temat powieści i tu standardowo wiele zarzucało, że „Przebudzenie” to nie horror na jaki czekali – hallo, to ziemia! Daliście się wkręcić :D 530 stron może jednak spowodować małe zagubienie.

    „Przebudzenie” to wspaniała powieść obyczajowa oraz przerażający horror egzystencjalny, który nawiązuje do klasyków: Lovecrafta, Shelly, Poe, Norrisa czy Stockera. Elektryzująca relacja między chłopcem, a pastorem trzyma w napięciu aż do wielkiego, burzowego finału. King każdym bohaterem opowiada nam inną historię. Jamie traci kontrolę nad sobą pogrążając się w wyniszczającym nałogu – życie staje się darem po wyjściu z piekła. Jacobs traci wiarę, lecz dusza nie lubi pustki i wciąż domaga się odkrycia tego, co transcendentne – życie zamienia się w piekło, jeśli wciąż wraca się do przeszłości. Zakończenie można wychwalać pod niebiosa: nie tylko jest logiczne i spajające historię (co niekoniecznie w niektórych powieściach było obecne) ale przynosi brutalną, nihilistyczną wizję świata, a właściwie tego, co znajduje się za zasłoną niewiedzy, a co wywoła w czytelniku teatralny wstrząs, takie małe katharsis. Słyszycie ten dźwięk? To właśnie pękły czyjeś ciasne ramy światopoglądu. O ile początek jest przyjemny i fascynujący, to samo zakończenie takie już nie jest, bo zmusza do poważnej refleksji filozoficznej. Dlatego jest to pozycja, która zadowoli czytelników szukających ambitnej nuty - powieść zmusza do zastanowienia się nad ukazaną przez autora opcją. Z kolei wielbiciele pełnokrwistego horroru faktycznie nie znajdą tu dla siebie wiele, ale to nie powód by książki nie czytać. Strach i lęk mają także swój wymiar egzystencjalny, którego wydźwięk potrafi być o wiele silniejszy, niż krwawe dzieło niejednego Przedwiecznego Zła. „Przebudzenie” polecam każdemu, gdyż jest to wieloznaczna i wielowymiarowa opowieść. Jestem przekonana, że każdy wejdzie z nią w jakąś reakcje. Przebudzenie jest jak błyskawica, która uderza niespodziewanie pozostawiając po sobie zgliszcza i oddalające się echo fundamentalnych pytań.

    Na zakończenie przywołam słowa ojca Jamie’go, które podsumowującą książkę już na samym jej początku: „nie można robić czegoś złego tylko dlatego, że liczysz, że to zmieni coś innego na lepsze” / s 54/

    Długich dni i zaczytanych nocy.

    Czy ta recenzja była przydatna? tak | nie
    Napisz pierwszy komentarz
  5. Recenzenckie Mistrzostwo Świata
    Ocena: 3/5
    Dodana przez w dniu 2016-02-02
    Recenzja dotyczy produktu typu: książka
    1 z 1 osób uznało recenzję za przydatną

    Stephena Kinga nikomu chyba nie trzeba przedstawiać. To autor kilkudziesięciu książek, które zostały przetłumaczone na dziesiątki języków. Jest znany głównie z horrorów i thrillerów. Do tej pory miałem okazję czytać jedynie jedną jego książkę – Bastion, ale postanowiłem to zmienić i wybór padł na Przebudzenie.

    Akcja rozpoczyna się zwyczajnie i bardzo spokojnie. Do małej miejscowości w Nowej Anglii, niedaleko Castle Rock przyjeżdża nowy pastor - Charles Jacob wraz żoną i małym synkiem. Kilku letni wówczas Jamie Morton jako pierwszy z mieszkańców poznaje pastora i z miejsca bardzo go polubił. Charles wraz żoną są lubiani i szanowani, swoją pasją i pomysłami odmieniają pozytywnie tamtejszy kościół. Wszystko układa się dobrze do czasu tragicznego wypadku, w którym ginie synek Charlesa i jego żona. To zmienia go radykalnie i traci swoją wiarę… Wygłasza kazanie w którym wyklina Boga, szydzi z wiary, przez co zostaje odwołany ze stanowiska i wyjeżdża. W wielu mieszkańcach to kazanie pozostaje do końca ich dni... Tymczasem życie w miasteczku toczy się dalej spokojnie i wkrótce wszyscy zapominają o Charlesie. Jamie nie spodziewa się, że jego los jest związany z tym mężczyzną… i to na całe życie. Jeszcze wielokrotnie losy tych dwóch osób przetną się ze sobą…

    Powieść opisuje ponad pół wieku historii Jamiego – od pierwszego spotkania z pastorem, aż po późne lata, gdy ten spisuje swoją historię jako starszy mężczyzna po 60-tce. Przez to książkę czyta się dość niezwykle. Na oczach bohatera w tle wydarzeń dokonuje się postęp i wielkie zmiany - zostają wprowadzone nowe technologie, zmienia się grana muzyka i tak dalej... To budzi ogromny szacunek dla wiedzy autora, który w sposób bardzo umiejętny i przystępny tworzy tło dla wydarzeń w książce. Równie ogromne wrażenie wywiera na czytelniku wykreowany klimat małego miasteczka – gdzie każdy się zna i wszyscy wiedzą o sobie wszystko. Dzięki czemu niesamowicie odczuwa się każdy rodzinny dramat i każdą nastoletnią miłość! Stephen King niewątpliwie posiada do tego niezwykły talent!

    Głównym bohaterem, jak już wspomniałem jest Jamie i to z jego punktu widzenia jest opowiadana ta opowieść. Jego historia nie różni się niczym specjalnym od historii wielu gwiazd rocka. W młodym wieku sięga do gitary i odkrywa, że całkiem dobrze mu wychodzi granie na niej i jego kariera nabiera z czasem szybkiego tempa. Pojawiają się jednak papierosy, narkotyki..., co przysparza mu wielu problemów. Drugim bohaterem, który często przewija się w Przebudzeniu jest pastor. To postać równie ciekawa, jeśli nie ciekawsza od Jamiego. Przed wypadkiem, Charles jest pełny entuzjazmu i zapału - pokazuje młodzieży różne rzeczy związane z elektrycznością, organizuje im zajęcia po szkole. Natomiast po śmierci żony i synka jego zainteresowanie elektrycznością nie przemija, wręcz rośnie i wymyśla coraz to nowe urządzenia. Do czego doprowadzi go ta obsesja? Dlaczego los Jamiego jest związany z tym człowiekiem?

    Jednakże jeśli chodzi o fabułę to jestem nieco zawiedziony. Przez większą część książki nie dzieje się nic, prócz poznawania bohaterów, tworzenia klimatu małego miasteczka i okazjonalnych spotkań po latach Jamieego z Charlesem. Choć są ciekawe opisy i wydarzenia w których poznajemy minione lata i losy Jamiego, to jednak zabrakło mi elementów grozy, napięcia. Przez to książkę Stephena Kinga przez można odebrać niczym opowieść życia zwyczajnego człowieka, który spisuje ją pod koniec życia. Elementy, które budzą grozę znajdziemy niestety dopiero pod koniec książki – ostatnie 50 stron, mniej więcej. Przy tej okazji warto dodać, że autor wspomina wielokrotnie Necromicon – mroczną księgę wymyśloną przez H.P. Lovecrafta. Również sama końcówka stanowi niejako hołd dla tego autora. Jeśli czytaliście opowiadania Lovecrafta to zrozumiecie podobieństwa - dla mnie było to bardzo dobry element zakończenia. Pomimo mojego zachwytu końcówką książki, nie poczułem, by Przebudzenie zrobiło na mnie oszałamiające wrażenie i miałem strach ją czytać.

    Przebudzenie to dobra książka Stephena Kinga w której serwuje nam cudowny klimat małego miasteczka z niezwykłym i przerażającym zakończeniem. Szkoda tylko, że duża część książki jest zdecydowanie bardziej powieścią obyczajową o losach Jamiego, niż w klimatach grozy jak finał książki.

    Czy ta recenzja była przydatna? tak | nie
    Napisz pierwszy komentarz

Pokaż pozostałe 7 recenzji

Szczegóły

Pokaż więcej

  • Autor: Stephen King
  • Wydawnictwo Wydawnictwo Prószyński i S-Ka
  • Oprawa: Miękka
  • Rok wydania: 2014
  • Ilość stron: 536
  • Format: 14.2x20.2cm
  • Stan: nowy, pełnowartościowy produkt
  • Model: 9788379610709
  • Język: polski
  • Oryginalny tytuł: Revival
  • Tłumacz: Wilusz Tomasz
  • ISBN: 9788379610709
  • EAN: 9788379610709
  • Wymiary: 14.5x20.5x3.5 cm
Zobacz, dlaczego warto nam zaufać

Doskonała komunikacja, perfekcyjne podejście do klienta, realizacja szybka i całkowicie zgodna z zamówieniem, do tego dobra cena, czyli całość na piątkę.

Anyszka

Polecam, polecam, polecam! Świetny wybór, książki w doskonałej cenie i co najważniejsze błyskawiczna realizacja zamówienia - dodaję do moich ulubionych sklepów.

magdape

Bardzo miła obsługa, szybko reagują na wiadomości pisane. Szybko rozwiązują problem i tłumaczą sytuację, oraz bardzo jasno i konkretnie piszą mail o każdej zmianie w zamówieniach.

Lenka

Kolejny raz robię zakupy w sklepie i jest super szybko, tanio i wygodnie. Aż żałuję, że nie mają innych propozycji, które mnie interesują. Gorąco polecam.

Beata

Transakcja przebiegła szybko i sprawnie. Książki super i wszystko porządnie zapakowane. Nie jest to na pewno moja ostatnia styczność ze sklepem. Polecam.

Agnieszka

Sklep godny polecenia, szybko zrealizował zamówienie. Dodatkowo otrzymałam rabat. Bardzo korzystna cena zamówionych książek. Łącznie z przesyłką wyszło taniej niż w księgarni stacj...

Zosia

Bardzo sprawnie zrealizowane zamówienie. Pomimo, że podano mi późniejszy termin dostarczenia przesyłki otrzymałam ją kilka dni wcześniej. Sklep cechuje solidność i profesjonalizm. ...

Joanna

Sklep bardzo fajny, pomocny i szybki. Realizacja zamówienia trwała kilka dni. Zamówienie doskonale zapakowane i nienaruszone.

Frau Sonne

Jestem zadowolona ze sklepu i przeprowadzonej transakcji. Duży wybór książek, dostawa zgodnie z podaną przez sprzedawcę datą, bardzo porządnie zapakowana. Polecam.

agnes352

Polecam sklep z czystym sumieniem. Kontakt bardzo dobry, ceny rewelacyjne, wybór książek ogromny. Na pewno wkrótce znów złożę zamówienie.

natka2817

Rewelacja!!! Zamówienie otrzymałam 5 dni od złożenia zamówienia, a mieszkam w Wielkiej Brytanii.

Adrianna

Pierwszy raz kupowałam książki przez internet i się nie rozczarowałam. Książki przyszły w oczekiwanym terminie, były dobrze zabezpieczone. Na pewno skorzystam jeszcze nie jeden raz...

Paula