"Znam piękne i dalekie od cukierkowej wizji zdjęcia robione przez matkę własnym dzieciom. Znam fotoreportaże z ciąży i z rodzinnego porodu. Znam nawet fotografie dokumentujące wygląd brzucha po ciąży. Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika na innym matka ziewa czytając pięćdziesiąty raz tę samą książeczkę na jeszcze innym podczas spaceru gapi się tępo przed siebie. Czy coś w tym stylu. Rozmyślając o tych fotografiach uświadomiłam sobie, że to właśnie próbuję zrobić. Opisać macierzyństwo bez fikcji. Prawdziwe".
Joanna Woźniczko-Czeczott
"Z tą książka jest tak jak z dzieckiem. Nie chcesz jej zacząć czytać, bo wiesz czego się spodziewać. I to się nawet potwierdza, ale i tak już nie możesz przestać. Rzadko się zdarza by obalona królowa tak lekko i tak szczerze opowiadała o tym jak ścięto jej głowę".
Tomasz Kwaśniewski
- Stan: nowy, pełnowartościowy produkt
- Model: 56826802608KS
-
Recenzenckie Mistrzostwo ŚwiataOcena: 3/5Dodana przez Sylwia Ł. w dniu 2017-01-16Opinia użytkownika sklepuAutor opinii z tym oznaczeniem jest zarejestrowanym użytkownikiem sklepu. Nie możemy potwierdzić, że produkt został kupiony w naszym sklepie.Recenzja dotyczy produktu typu: książka
0 z 1 osób uznało recenzję za przydatnąŻycie po narodzeniu dziecka ulega diametralnej zmianie. Jakbyśmy nie starali się dbać o przeszłość, z żony i męża przeobrażamy się w matkę oraz ojca - tymi rolami społecznymi będziemy żyć przez dalsze lata. Liczne próby powracania do tego, co było przed pojawieniem się malca, najczęściej spalają na panewce, ponieważ głównym tematem, a wręcz całym światem staje się łysy i bezzębny brzdąc, dosłownie robiący pod siebie.
"Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego" to książka, którą poleciłabym głównie rodzicom, bo oni już doskonale wiedzą, jak to wszystko wygląda od strony kulis, zatem niejednokrotnie przytakną Joannie Woźniczko-Czeczott. Bezdzietni mogą przerazić się wizją, jaką roztacza autorka, co spowoduje, że nigdy nie poczują się gotowi do bycia rodzicem. Chociaż warto pamiętać, że żadne poradniki i mądrzy ludzie nie przygotują nas do starcia z maluchem - to praca, w której nieraz matka urabia się po łokcie, ale (jakby bezsensownie czy infantylnie to brzmiało) warto, bo każdy uśmiech, buziak czy dotyk dziecka wynagradza wszystko.
W zasadzie lwia część tej książki dotyczy frustracji, z jaką nieustannie zmaga się autorka, a także wiele matek na całym świecie. Woźniczko-Czeczott daje upust swojej złości spowodowanej brakiem informacji o tym, jak naprawdę wygląda macierzyństwo, gdy autorka była jeszcze przed podjęciem owej decyzji. Nieustannie zachęcana przez dzieciatych znajomych postanowiła również skorzystać z tej radości, jaką jest bycie mamą, co zdecydowanie nie spełniło jej oczekiwań. Na pewno niejedna kobieta utożsami się z twórczynią owego dziennika, jednak ja nie do końca należę do tej grupy. Będąc nastolatką, miałam już świadomość, że macierzyństwo to nie pączek oblany lukrem, dlatego zderzenie z rodzicielską rzeczywistością nie wprawiło mnie w osłupienie czy ogromny szok. Owszem, niektóre sprawy mnie zaskakują nadal, zmęczenie niejednokrotnie daje o sobie znać, ale nie oczekiwałam, iż będzie inaczej. Za to nóż otwiera mi się w kieszeni, gdy niektórzy, jak chociażby autorka, narzekają na budzenie się dziecka po sześciu godzinach - serio, to wielki luksus, którego jeszcze nigdy nie zaznałam, odkąd jestem mamą. Zatem życzyłabym wszystkim mamom, aby zaczęły doceniać małe sukcesy - niektórzy mają o wiele gorzej, a muszą jakoś funkcjonować.
Książka przypadła mi do gustu ze względu na poruszaną tematykę, po jaką mogę sięgać bez ustanku. Nieraz w różnych sytuacjach widziałam siebie, swoje dziecko czy bliskie otoczenie - podejrzewam, że każda mama, mniej lub bardziej, pozwoli sobie utożsamić się z autorką. Niemniej cała wizja macierzyństwa ma tutaj nieco negatywne oblicze. Mamy będą wiedziały, że to dość realistyczny obraz, jednak ci, którzy nie posiadają dzieci, mogą nastawić się zbyt pesymistycznie do roli rodzica. Joanna Woźniczko-Czeczott większość czasu skupia się na tym, co najtrudniejsze, ale w konsekwencji pokazuje, że ciężkie czasy w końcu mijają, a posiadania dziecka nie można niczym zastąpić. Bezapelacyjnie jest to skok na głęboką wodę, ale warto go dokonać, jeśli człowiek czuje się na siłach. Skoczysz? A może już skoczyłaś? Czy stoisz na brzegu i masz jeszcze obawy? Jeżeli masz w sobie odwagę - skacz. Będzie ciężko, nieraz zalejesz się łzami z bezsilności czy złości, ale na koniec przekonasz się, że było warto.
[Adres usunięty]
![]()