Pingwiny to także historia powstawania kliniki Hellen Keller, głucho-niewidomej pisarki, która poświęciła życie innym upośledzonym.
Autorka bardzo umiejętnie zaciera granicę między fikcją a relacją dokumentalną, trudno odgadnąć, czy Gladov-Klass to postać autentyczna, czy wytwór fantazji. Z kolei dzięki mnogości pozornie pozbawionych znaczenia szczegółów z życia codziennego można odnieść wrażenie, jakby Helen Keller była postacią fikcyjną. To jakby zabawa w kotka i myszkę z fikcją i rzeczywistością. Mozaikowa układanka narracji zostaje wzbogacona o liczne barwne elementy, które czytelnik, metodą Gladov-Klassa, umiejącego między zjawiskami dostrzegać nieoczywiste zależności, może dowolnie łączyć i analizować.
To jedna z książek, które pozostawiają przyjemny niedosyt, które chciałoby się czytać dalej.