Zagadkowe morderstwo w pociągu. Gdzie się podziały zwłoki?
Pani McGillicuddy poszła prosto ku otwartym drzwiom salonu, gdzie oczekiwała jej pani domu - delikatna, sędziwa dama.
- Elspeth!
- Jane!
Ucałowały się i pani McGillicuddy, bez żadnego wstępu czy wprowadzenia, wybuchła słowami:
- Och, Jane! - poskarżyła się.
- Widziałam morderstwo!